piątek, 8 września 2017

83. Andrea Portes - Liberty. Jak zostałam szpiegiem.


Andrea Portes to autorka, z którą w przeszłości miałam do czynienia już dwa razy recenzując Jak najdalej stąd oraz Jesień motyli. Moje pierwsze podejście było zadowalające, drugie natomiast okazało się być średnie, brakowało mi w nim wyrazistości i bardziej rozbudowanej akcji. Jak było tym razem? Zapraszam na recenzję!

Paige Nolan to siedemnastoletnia córka politycznych aktywistów i dziennikarzy, którzy kilka lat wcześniej zaginęli w tajemniczych okolicznościach na Bliskim Wschodzie. Mimo, że wszystkie okoliczności wkazują na śmierć rodziców, Paige czuje, że nie jest to prawda i cały czas nosi ich w sercu. Największą manifestacją miłości rodziców jest sposób w jaki Paige została wychowana, czyli umiłowanie wolności i równości oraz walka o sprawiedliwość i prawa słabszych.

Pewnego niepozornego dnia Paige odwiedza restaurację Applebee's, w której nieświadomie staje się bohaterką. Dzięki swojej znajomości sztuk walki, dziewczyna (dosłownie) powala na ziemię dwóch ekstremistów, którzy do restauracji weszli z bronią, żądając darmowego posiłku. Kilka tygodni po incydencie w Applebee's, w college'u Paige przeprowadzana jest rekrutacja do LexCorp, korporacji, której Paige szczerze nienawidzi i którą obwinia za spory odsetek zła na świecie. Gdy Paige udaje się na rozmowę, szybko okazuje się, że reprezentant firmy wcale do niej nie należy, a tak naprawdę jest członkiem tajnej rządowej organizacji szpiegowskiej RAITH. Madden, przedstawiciel RAITH proponuje dziewczynie współpracę - w zamian za ujęcie Seana Reynesa,  dostanie informacje o zaginionych rodzicach. Sean Reynes jest hackerem, który wykradł tajne rządowe informacje, i który teraz ukrywa się w Rosji. Oprócz tego, Reynes jest również idolem Paige, przez co dziewczyna jest rozdarta wewnętrznie. Po dłuższym namyśle jednak tęsknota za rodzicami przeważa szalę i dziewczyna akceptuje swoją misję i zostaje agentką Liberty. Po intensywnym kilkutygodniowym szkoleniu, Paige wyrusza do Moskwy. Dziewczyna bardzo szybko się aklimatyzuje, zaprzyjaźniając się ze współlokatorką Kateriną i Urim, synem rosyjskiego gangstera. Gdy już udaje jej się zbliżyć do Reynesa, Paige zaczyna odczuwać wyrzuty sumienia, gdyż zdaje sobie sprawę z tego, że właśnie zakochała się w amerykańskim wrogu numer jeden...

Nie będę ukrywać, nie obdarzyłam głównej bohaterki szczególną sympatią, gdyż mimo ponadprzeciętnego intelektu, zachowuje się ona jak stereotypowa pusta amerykańska nastolatka (mimo że zarzeka się, że nią nie jest!). Paige jest bezpośrednia i cięta, jednak niekoniecznie w inteligentny, lecz w wulgarny sposób. Co do reszty bohaterów, jest nieco lepiej, jednak niestety nie mamy okazji poznać ich bliżej.

Styl, w jakim książka jest napisana jest lekki, dzięki czemu historię tą można przeczytać jednym tchem. Jednak na tej lekkości moje zachwyty się kończą. Co do fabuły, kończąc lekturę poczułam niemały niedosyt, biorąc pod uwagę fakt, że wątki, które przez większość książki autorka przedstawiła jako istotne, później okazują się być zapomniane i nierozwiązane. Jeżeli jest to zapowiedź sequela, to wspaniale. Mimo wszystko jednak żadna notka czy to w treści czy na okładce nie wskazuje na to, by przygody agentki Libery miały być kontynuowane w następnych powieściach. 

Mimo szczerych chęci, nie mogłam przez niektóre fragmenty przebrnąć bez zgrzytów zębami. Rozpoczynając od irytującej bohaterki, aż po pseudointeligenty styl w jakim powieść została napisana. Wszystko to sprawia, że jest to  moje najmniej udane podejście do twórczości Andrei Portes. By jednak nie skupiać się jedynie na minusach, opowiem nieco o mocnych stronach książki. Wracając do kwestii fabuły, dzięki temu, że jest ona nierealistyczna i niemal "kosmiczna",  to książka wyróżnia się na tle innych powieści młodzieżowych. W końcu nie często trafia się na książki z siedemnastoletnimi tajnymi agentkami w roli głównej. To, co sprawiło, że książkę przeczytałam z miarę przyjemnymi odczuciami to właśnie ta "świeżość" i fakt, że język (choć jak wcześniej wspominałam, wiele można mu zarzucić), jest lekki, dzięki czemu sam proces czytania przebiega bardzo szybko.

Podsumowując, nierozbudowana akcja i wrażenie "porzucenia" niektórych wątków sprawiły, że książka nie przypadła mi do gustu i moje trzecie podejście do autorki mogę uznać za nieudane. Niemniej jednak, książka ta może stanowić całkiem przyjemną odskocznię od bardziej wymagającej literatury, ponieważ "Liberty. Jak zostałam szpiegiem" cechuje się dynamicznym i lekkim stylem przepełnionym akcją. 

Moja ocena: 5/10
Ilość stron: 318

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu

8 komentarze:

  1. na szczęście bohaterka mnie aż tak bardzo nie irytowała :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię takich książek - które tak na prawdę nic nie wnoszą !

    OdpowiedzUsuń
  3. Zraziłam się do twórczości Portes już przez "Jesień motyli" i po tę powieść już raczej nie sięgnę, chociaż lubię klimat szpiegowski..

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że się na nią nie zdecydowałam, bo bym żałowała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze to już okładka nie zachęca do sięgnięcia po tę książkę. A twoja recenzja utwierdziła mnie w przekonaniu, że to naprawdę nic dobrego :)

    Pozdrawiam,
    Turkusowa Sowa

    OdpowiedzUsuń
  6. Na przyjemne wypełnienie wolnego czasu, ale raczej nie dla mnie.
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo nie lubię, kiedy rzekomo ważne wątki zostają urwane w połowie, mega mnie to irytuje, więc raczej po pozycję nie sięgnę. Fajnie, że jest lekka i w sumie nieźle się czyta, ale czuję, że mocno bym się zirytowała takim postępowaniem z nierozwiązywaniem ważnych spraw:P

    Pozdrawiam serdecznie!
    Cass z Cozy Universe

    OdpowiedzUsuń
  8. No, no zapowiada się nieźle. Już sam tytuł mi się spodobał, o okładce nie wspominając
    xoxo
    L. (https://slowotok-laury.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

© Welcome To The Dark Side, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena