poniedziałek, 29 lutego 2016

020. Leonie Swann -Triumf owiec

Z góry przepraszam za godzinę dodania tego posta, jednak dopiero teraz uporałam się z książką "Triumf owiec", z którą walczyłam już od dłuższego czasu. Zatem zapraszam na recenzję! :)






Tradycyjnie zacznę najpierw od autorki. Jest nią czterdziestoletnia Niemka, która specjalizuje się w pisaniu kryminałów, a pisząc "ukrywa" się pod pseudonimem Leonie Swann. Autorka ta zasłynęła z powieści "Sprawiedliwość owiec", czyli poprzedniczką książki, która dziś jest przedmiotem mej oceny.

Na okładce książce widnieje napis " Thriller... a zarazem komedia filozoficzna" - myślę, że jest to strzał w dziesiątkę, jeżeli miałabym kiedykolwiek ją opisać w jednym zdaniu. Przyznam, że właśnie to zdanie zachęciło mnie do jej zakupu.





Książką opowiada pewną historię z dreszczykiem przedstawioną z punktu widzenia.. owiec. Owiec, które dopiero co przeprowadziły się z Irlandii do Francji, wraz ze swoją pasterką Rebeką i jej Mamą.
Owce te początkowo nie są zadowolone z tej zmiany, gdyż dokuczała im obecność matki ich pasterki, sąsiednie stado kóz czy choćby spacerowicze. Jednak już w krótkim czasie w okolicy zaczynają się ukazywać niewyjaśnione zjawiska... Zaczyna się na makabrycznych zwłokach sarny, jednak po tym, gdy miejsce zwłok zostało zbadane przez funkcjonariuszy policji, nikt nie ma złudzeń, że na sarnach morderstwa się skończą... Sprawę postanawiają wziąć we własne ręce owce, które pewnego dnia postanawiają się wybrać do lasu, po drodze spotykając nielubiane przez nich kozy, które rozsiewają plotki o nijakim Garou - pół wilkiem, pół człowiekiem - bestią, która ma słabość do czerwieni, mordowania i śniegu...

Czytając poznajemy wiele barwnych postaci - zaczynając od stada owiec, w którym każda owca i baran są indywidualnymi jednostkami, posiadającymi imiona i charakterystyczne dla nich cechy oraz umiejętności, poprzez niektóre (nieco przemądrzałe) kozy, które również angażują się w rozwikłanie zagadki z Garou. Poznajemy też Rebekę, pasterkę, dla której najważniejsze jest dobro owiec, Mamę Rebeki - nieco zwariowaną kobietę zajmującą się wróżeniem z kart oraz posiadającą słabość do alkoholu oraz wiele innych człowieczych postaci.



To teraz czas na moje wrażenia... Przyznam szczerze, że do podchodziłam do książki ze średnim entuzjazmem, gdyż byłam przekonana, że kupiłam książkę dla dzieci, będąc cały czas przyzwyczajona do powieści grozy Kinga, czy skandynawskich kryminałów, w których (co jak co, ale) nie występują owce jako główni bohaterowie. Z książką tą walczyłam od początku stycznia, gdyż ze względu na to, że nie czytałam jej poprzedniczki - trudno było mi się wczuć w jej klimat oraz nie wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać. Najgorzej było mi przebrnąć przez pierwsze 100 stron, które dla mnie były mocno nużące i niewiele się w nich działo. Potem zaczynało się robić lepiej, jednak nadal nie aż tak dynamicznie, jakbym sobie tego życzyła.
Niestety prawie każdego dnia, którego do książki się zabierałam, po przeczytaniu kilkunastu - kilkudziesięciu stron błyskawicznie łapała mnie senność i (nierzadko) zasypiałam. Uważam, że książka była nieco za gruba jak na rozwój akcji. Nie żebym miała coś do opasłych tomisk (wręcz przeciwnie!), jednak wszystko, co się w niej działo wydawało się być tak statyczne, że mniej więcej 1/3 rozdziałów wydaje mi się w niej zbędna.
Kolejnym minusem książki, był fakt, że mimo, że książka opowiada całkiem ludzką historię, ukazaną z owczego punktu widzenia - to przez tą mnogość bohaterów w pewnych momentach ciężko było się połapać czy dany dialog wypowiadają owce, czy może jednak ludzie lub kozy. Ostatnią rzeczą, do której mogę się przyczepić, jednak to nie dla każdego byłoby problemem - to mnogość francuskich nazwisk - przez co większość z nich nie potrafiłam w myślach wymówić, gdyż francuskiego jeszcze nigdy się nie uczyłam (JEDNAK PLANUJĘ!)

Oczywiście książka ta zawiera nie tylko minusy. To, co mi się w niej spodobało, to wywiązanie się z okładkowej "obietnicy" - jest to opowieść z niepowtarzalnym i urzekającym humorem, jednak zarazem wywołuje wrażenia podobne do tych, z "czystych" thrillerów czy kryminałów. Co do humoru, to myślę, że idealnie ukazuje go genialny cytat z pierwszej połowy książki:

"Ludzie nie widzieli tych rzeczy, które gdzieś były, za to widzieli rzeczy, o których sądzili, że są. [...] Ludzie myśleli albo za dużo, albo nie o tym, co trzeba. Najczęściej za mało myśleli o owcach."

 Ciekawy jest również motyw Garou - wilkołaka polującego na swe ofiary w świetle księżyca oraz zamku, który swego czasu pełnił funkcje szpitala psychiatrycznego. Jeżeli chodzi o dialogi, to mimo, że pozornie nierealne - wypadły bardzo naturalnie i mimo, że ciężko było rozróżnić rozmówców, to i tak przyjemnie się je czytało.

Kończąc ją poczułam niesamowitą ulgę, jednak również stwierdziłam, że powieść ta byłaby wspaniałym podłożem pod ciekawą animację, która łączyłaby elementy Baranka Shauna, Scooby Doo  i Hotelu Transylwania :D.

Podsumowanie: Sam pomysł na fabułę i jego wykonanie, jest według mnie bardzo ciekawe i na pewno nie jednej osobie się spodoba, jednak (pomimu wielu prób i podejść) niestety książka ta jako całokształt nie trafiła do mnie, gdyż ciężko przychodziło mi nie tyle zabieranie się za nią - co samo czytanie, które bardzo szybko mnie nużyło. I właśnie to  i przeciąganie akcji (pomimo ciekawej fabuły, postaci) zaważyło na moją tak niską ocenę.


Moja ocena: 4.5/10
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Amber


To siódma z 52 planowanych książek do przeczytania w 2016 roku, oraz piąta z dwunastu książek w ramach wyzwania "Kiedyś Przeczytam". W końcu mogę z czystym sumieniem zabierać się za czytanie następnych!




12 komentarze:

  1. powodzenia z francuskim, nie jest taki trudny (uczyłam się 2 lata). okładka tej książki bardzo mi się podoba. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również okładka się spodobała, jednak treść mnie nie zachwyciła :c

      Usuń
  2. Słabiutka ocena, szkoda. Ale ja i tak pokuszę się na owcze kryminał, gdyż ostatnio miałam przyjemność zapoznać się z nową powieścią pani Swann i niesamowicie mi się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raczej już się nie skuszę na nic od tej autorki, jednak muszę przyznać, ze jest to dosyć oryginalny i ciekawy twór :)

      Usuń
  3. Hmm...nie za bardzo przekonuje mnie rola owiec jako bohaterów głównych w powieści, raczej nie jest to książka dla mnie :) Pozdrawiam
    ksiazkowy-termit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to nie przekonało, dlatego też ocena jest taka niska..

      Usuń
  4. Przyznam, że nie jestem zbyt przekonana do tej książki. Owce, jako główne postacie, nie brzmią ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O ja tego nie czytałam, przeczytałam podobną - i jakoś nie przypadła mi do gustu .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyna książka z motywem zwierząt jako głownych bohaterów która mi się spodobała, to Folwark Zwierzęcy :)

      Usuń
  6. Nie znam tej książki, jakoś o niej nie słyszałam, ale jeśli tyle opisów i Ty zasypiasz to ja bym też miała trudność z przebrnięciem przez nią ;) Francuski język fajny :) ja się włoskiego uczyłam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie włoski brzmi zbyt.. lubieżnie :DDDD

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

© Welcome To The Dark Side, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena