czwartek, 16 marca 2017

65. Alan Wake - recenzja gry.

Data wydania: 2010 xbox 360/2012 PC ||Producent:Remedy Entertainment || Gatunek: thriller/horror psychologiczny


Tak jak to zapowiadałam w podsumowaniu lutego, tak też nadchodzę z recenzją gry!

Dlaczego akurat na  blogu recenzja tej gry? Zachęcam do przeczytania mojej recenzji, wszystko stanie się jasne!


Poznajcie Alana Wake'a, pisarza zbiżającego się do wieku średniego, zwanego królem thrillerów i kryminałów, który od paru lat cierpi na brak weny, która uniemożliwia mu pisanie. Jego żona, Alice, potajemnie mając nadzieję, że talent pisarski męża się odblokuje, namawia go do wyjazdu do małego, malowniczego miasteczka na północy - Bright Falls. Miasteczko to, mimo pozorów spokoju i harmonii z naturą od początku okazuje się być pełne sprzeczności, a jego mieszkańcy swoim zachowaniem sprawiają wrażenie, że wszyscy tam powariowali. Po dotarciu do wynajętego przez parę domku i wyjawieniu planów swojej żony, Alan wpada w furię, a wraz z tą furią dom pochłaniają siły ciemności, które porywają jego ukochaną. 



Parę dni później nasz bohater budzi się na odludziu, w którym zamiast domku, nie znajduje się nic. Gdy zapada zmrok Alan zmuszony jest walczyć z mrocznymi kreaturami, które, jak podejrzewa, mają coś wspólnego z porwaniem jego żony. Istoty te są pomiotami ciemności, napadają znienacka, a jedynym sposobem na walkę z nimi okazuje się być światło, które staje się jedynym bezpiecznym punktem w grze. Od tej pory naszym atrybutem staje się latarka i... kolejno znajdowane strony manuskryptu, który zdaje się opisywać obecne wydarzenia. Nie trzeba długo czekać, by przekonać się, że strony te, mimo, że tego nie pamięta, zapisał Alan, i manuskrypt staje się karta przetargową w uratowaniu żony. 



Całość rozgrywki ukazana jest w konwencji serialu, czyli dzieli się na kilka epizodów, z których każde zaczyna się przypomnieniem poprzedniego odcinka (Previously on Alan Wake), a kończy się napisami i muzyką, tak jak to w serialach bywa. Podczas grania, w każdej chwili możemy również powrócić do znalezionych przez nas manuskryptów, które można w całości przeczytać. 



Na początku wspominałam również o malowniczości Bright Falls - nie kłamałam. Mimo, że gra została stworzona w 2010 roku, to grafika i krajobrazy w niej zawarte są wspaniałe. Jedynym minusem pod tym względem, jest fakt, że około 90% gry osadzona jest w nocy, jednak jest to również esencja tej rozgrywki. 


Zostając w temacie minusów: to, co potrafi naprawdę zirytować, to sterowanie/system walki, do którego trzeba się po prostu przyzwyczaić, a trochę to może potrwać. Ciśnienie może podnieść również zjawisko w terminologii gier zwane dissonance of identity, czyli sytuacja, w której sterując bohaterem, nagle, bez żadnej naszej akcji kamera się obraca i wtrąca się burzący naszą rozgrywkę  filmik, który najcześciej ukazuje jedną ze wspomnianych wcześniej istot, atakujących nas siekierą zza naszych pleców. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to zabieg celowy, który ma na celu utrzymanie nas w napięciu, ale i również uśpienie naszej czujności.


Zbliżając się do końca, wrócę raz jeszcze do fabuły, która jest w grze fenomenalna. Mimo, że nie jestem miłośniczką gier z dreszczykiem, to tutaj atmosfera strachu i niepewności naprawdę mi się podobała. Myślę, że powodem tego był właśnie motyw serialowy, gdyż byłam niezmiernie ciekawa dalszych losów naszego bohatera. Ogromnym plusem, jaki ta gra sobie u mnie zaskarbiła, jest też fakt, że wszystko toczy się wokół  książek, a dokładniej ksiażek grozy, thrillerów i kryminałów, które uwielbiam czytać. Główny bohater również nie odmawia sobie wspominania czy cytowania króla grozy Stephena Kinga. Grając w Alana Wake'a, nie sposób jest się również zainspirować do podjęcia prób w kreatywnym pisaniu, czy chociaż do samego czytania. 


Podsumowując, pod względem autentycznego klimatu, fabuły i grafiki (biorąc pod uwagę rok, w którym gra została wydana), to pozycja ta zasługuje na maksymalną ilość punktów w skali. Jednak pojawiły się w niej również minusy, takie jak irytujące przerywniki, lekka monotematyczność i niewygodny system walki, dlatego moja ostateczna ocena to 7,5/10.

Myślę, że nawet, jeżeli ktoś nie jest fanem tego typu rozrywki, ale kocha książki, znajdzie w tej grze coś dla siebie, dlatego śmiało ją polecam każdemu, kto lubuje się w klimatach grozy, tajemnicy i szybkiej akcji.



Read More

niedziela, 12 marca 2017

64. Neil White - Zagłuszyć krzyk



Dziś przychodzę do Was z recenzją książki, którą wczoraj udało mi się ukończyć. Jak w tytule - jest to powieść Neila White'a zatytułowana Zagłuszyć krzyk.

Na początek wspomnę nieco o autorze. Neil White to zarówno prawnik jak i brytyjski twórca kryminałów, który w dosyć szybkim czasie zaskarbił sobie sympatię czytelników swą twórczością. Obecnie jest jednym z najlepiej sprzedających się autorów książek ze zbrodnią w tle w Wielkiej Brytanii. 

W niewielkiej mieścinie na północy Anglii grasuje niebezpieczny morderca, który za swe ofiary obiera młode, piękne dziewczyny, którym po uprowadzeniu do ust i miejsc intymnych wsadza kamienie, ziemię i liście, po czym je dusi, rozbiera i na których widok później się onanizuje. 

Po znalezieniu drugiego ciała w mieście zaczynają się toczyć równolegle trzy śledztwa. Pierwsze, to policyjne, w które zaangażowana jest Laura McGanity, świeżo awansowana funkcjonariuszka. Drugie śledztwo, to dziennikarskie śledztwo Jacka Garreta, dziennikarza, który obecnie pracuje jako wolny strzelec dla lokalnej gazety. Prywatnie jest narzeczonym Laury. Trzecie śledztwo, to śledztwo na własną rękę prowadzone przez Dona Robertsa, ojca jednej z zamordowanych dziewczyn, szukający zemsty i pragnący samemu wymierzyć sprawiedliwość. Oprócz tego jest również miejscowym gangsterem, utrzymującym się głównie z wymuszania haraczy w patologicznych osiedlach. 

Niedługo po opublikowaniu pierwsze reportażu na temat morderstw, Jack otrzymuje tajemnicze e-maile, w których anonimowy mężczyzna kpi z nieudolności policji i zachęca reportera do śledztwa na własną rękę twierdząc, że ofiar będzie więcej. Początkowo Jack uważa, że jest to jeden ze świrów podszywających się pod zabójcę poszukując sławy. Szybko jednak zmienia zdanie, gdyż dostaje kolejne wiadomości z wierszami na temat zamordowanych dziewczyn i zawierającymi szczegóły zbrodni. Szybko się również okazuje, że sprawcą jest osoba pracująca w lokalnej policji, a wszystkie morderstwa są ze sobą powiązane tajemniczą osobą o imieniu Emma, która okazuje się być kluczem do zrozumienia zagadki. 

Akcja książki opowiedziana jest z punktu widzenia trzech osób. Laury, Jacka i... samego mordercy. Treść zawiera wnikliwą analizę osobowości, motywów i wydarzeń jednocześnie nas nie nudząc, a cały czas trzymając w napięciu. Nie doszukamy się tutaj zastojów czy rezygnacji, gdyż ciągle znajdujemy nowe poszlaki. 

Podsumowując, co prawda nie jest to wybitne dzieło, jednak spełnia wszystkie oczekiwania i założenia dobrego kryminału, przy którym się nie da nudzić. Dzięki swojej dynamice i ciągle utrzymującym się napięciu mogę kryminał ten polecić każdej osobie szukającej szybkiej akcji i która od czasu do czasu lubi wcielić się w detektywa

Moja ocena: 7/10
Ilość stron: 350
Wydawnictwo: Amber


Read More

piątek, 10 marca 2017

63. Leopold von Sacher- Masoch - Wenus w futrze || Venus in Furs [ze słownikiem]




Z napisaniem tej recenzji zwlekałam kilka dni od momentu przeczytania, gdyż rządziły mną mieszane uczucia wzajemnie się ze sobą kłócące. Przedmiotem recenzji będzie, można to już śmiało powiedzieć, popkulturowy klasyk  o tytule Wenus w futrze, a napisał go austriacki pisarz Leopold von Sacher-Masoch. 

Niby nazwisko jakby znane, a jednak nieco zamglone. Masochizm? To pojęcie już chyba mówi więcej. Albowiem właśnie od tej książki i nazwiska autora powstało to pojęcie, oznaczające znajdowanie przyjemności w bólu, poniżeniu i cierpieniu. 

W powieści poznajemy Severina, który przebywając w ogrodzie często podziwia marmurowy posąg zimnej i władczej Wenus, o której snuł najśmielsze fantazje. Zafascynowany mitologicznymi i pogańskimi kobietami, które otoczone były zniewolonymi mężczyznami u ich stóp wyrabia sobie w nich ideał. Pewnego dnia w ogrodzie spotyka kobietę, wyzwoloną młodą wdowę, Wandę von Dunajew, rudowłosą kobietę uwielbiającą futra, która szybko staje się ucieleśnieniem jego wymarzonej kobiety i którą nazywa swoją Wenus w futrze. 

It's only man's egoism which wants to keep woman like some buried treasure

Gdy para z czasem zbliża się do siebie i nawzajem wyznaje sobie miłość, Severin zaskakuje Wandę niecodziennym ultimatum, mówiąc jej, że albo zostanie jego wierną żoną na lata, albo on zostanie jej niewolnikiem do końca swoich dni. Wanda początkowo wzbrania się przed dokonaniem wyboru, twierdząc, że nie będzie dobrą żoną ze względu na niestałość jej uczuć, jak i nie będzie dobrą Panią, gdyż nie sądzi, by była zdolna traktować ukochanego z pogardą i zadawać mu ból.

The more devoted a woman shows herself, the sooner the man sobers down and becomes domineering

Jednak po pierwszych nocach, w których Wanda poniża i bije Severina, który z każdym ciosem kocha ją jeszcze bardziej, odkrywa, że zaczyna się jej to podobać. Jak nietrudno się domyślić, marzenie Severina właśnie się spełniło. Pani i jej niewolnik razem wyruszają do Wenecji, gdzie Wanda zakupuje dom, zatrudniając dodatkowych służących i z czasem rozgląda się za mężczyzną, którego mogłaby pokochać i poślubić.

But you see, child, a woman can only do that in the rarest cases. She can neither be as gaily sensual, nor as spiritually free as man; her state is always a mixture of the sensual and spiritual. Her heart desires to enchain man permanently, while she herself is ever subject to the desire for change. The result is a conflict, and thus usually against her wishes lies and deception enter into her actions and personality and corrupt her character.

Z radości, podniecenia i miłości Severina z czasem niewiele już zostaje, gdyż doznając ból, który do tej pory zdawał się mu sprawiać przyjemność, zaczął być czymś nie do wytrzymania. Swoją piękną i władczą Wenus teraz nazywa potworem bez serca. Niejednokrotnie bity w obecności innych służących, zamykany w ciemnej piwnicy czy obserwując flirtowanie jego ukochanej Pani z innymi mężczyznami,  którzy jak ona sama stwierdzi - interesują ją i których pożąda stają się zbyt wielkim ciężarem i udręką. Chcąc zerwać umowę, w której swoje życie powierza Wandzie, mężczyzna rozważa dwie drogi - ucieczka, albo samobójstwo.

Whoever allows himself to be whipped, deserves to be whipped

Wracając do moich mieszanych odczuć, wahałam się nad oceną książki, gdyż z jednej strony historia sama w sobie nie jest szczególnie porywająca, pełna erotyzmu czy zwrotów akcji, a jej język jest prosty, to jest to również zarazem jej zaleta. Książka została napisana w 1870 roku, i jak nie trudno się domyślić, owiana ona była etykietką skandalu, wielkiej deprawacji i upadku. Literatura tego typu nie była rozpowszechniona, a i wizerunek mężczyzny, jako uległego niewolnika nie wpasowywał się w (panujące do dziś) kanony męskości. Wspominając również o roku wydania, myślę, że w tym przypadku prosty język jest jej zaletą, gdyż gdyby była napisana w takim stylu, w jakim pojawiały się inne publikacje tamtego czasu - z pewnością była by trudniejsza do zrozumienia i cięższa w czytaniu.

Nawiązując do cytatów powyżej, książka może i nie zawiera wielkiego morału, bo skupia się przede wszystkim na zmianie charakterów bohaterów, która (niekoniecznie) wyszła im na dobre, to mimo wszystko jest  kopalnią cytatów, z których można wyłapać perełki. 

Książka przeszła również do popkultury, gdyż nie tylko nadała pojęcie "masochizm", ale też i wprowadziła pewne kanony tego typu literatury erotycznej. Pejcz, klękanie przed drugą osobą, czy prototypowa "umowa niewolnictwa" zawierana przez dwójkę osób z ich własnej, niewymuszonej woli są stałymi elementami takowej literatury. Oprócz pisarzy, książka również zainspirowała twórców filmów (Romana Polańskiego), poetów i muzyków (zespół the Velvet Underground z piosenką o tym samym tytule).

Nie doświadczymy tu pikantnych opisów seksu, czy też bezpośredniego seksu samego w sobie. Książka bardziej się skupia na stanie psychicznym bohaterów, który z czasem ewoluuje, niekoniecznie w dobrą stronę. Zapewne nie wszystkim przypadnie do gustu, jednak myślę, że powinien ją przeczytać każdy, by poznać "korzenie" literatury erotycznej czy psychologicznego terminu zwanym masochizmem.

Moja ocena: 7,5/10
___________________________________________________________________________

Książkę tę, podobnie jak poprzednią (Dr Jekyll i pan Hyde) otrzymałam od wydawnictwa [ ze słownikiem ] i jest ona opublikowana w języku angielskim.

Tak, jak to też wspominałam w poprzedniej recenzji, książka posiada 3 słowniczki, pierwszy z przodu, zawierający najczęściej występujące wyrazy, drugi z tyłu, posiadający wszystkie przetłumaczone wyrazy i trzeci "podręczny" znajdujący się na każdej stronie na marginesie, zawierający tłumaczenia ciekawych słów pogrubionych w oryginalnym tekście.

Poziomy, jakimi oznaczona jest książka to B2 - C1 , czyli przeznaczona jest dla osób z językiem angielskim na poziomie średnio zaawansowanym i zaawansowanym. Myślę jednak, że przystępny język, w jakim została przetłumaczona z niemieckiego na angielski, nie będzie stanowił większego problemu dla osoby, której poziom jest nieco niższy. 

Tak jak to wspominałam wcześniej, jest to seria książek, która wspomaga rozumienie tekstu, czytania w obcym języku i poszerzania słownictwa. Cel tej książki moim zdaniem zostaje osiągnięty - oprócz poznawania fabuły, trenujemy również język. Mogę ją polecić każdej osobie, chcącej poszerzyć swoje umiejętności językowe. 




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu 

https://www.facebook.com/zeslownikiem/


Read More

wtorek, 7 marca 2017

62. Podsumowanie lutego || Book haul || Zielona Mila, Instagram, Gry || Plany na marzec.


Co prawda jest już siódmy dzień nowego miesiąca, jednak jak to na mnie przystało, (z opóźnieniem) publikuję podsumowanie ubiegłego miesiąca. Zapraszam!


Tradycyjnie zacznę od książek, które udało mi się przeczytać:


Co prawda, cztery książki to nie jest imponująca liczba, jednak jestem z tego wyniku zadowolona, gdyż biorąc pod uwagę okoliczności (zaliczenia, egzaminy, sesja), mimo wszystko przeczytałam o 2 książki więcej niż w styczniu. Jestem również zadowolona z faktu, że udało mi się przeczytać wszystkie tytuły, które planowałam pochłonąć w lutym. Przeczytałam łącznie 1700 stron, które dzieląc na 28 dni dają średni wynik 60 stron dziennie. Recenzje wszystkich powyższych tytułów zostały opublikowane. Książka, która spodobała mi się najbardziej to Głodne Słońce, natomiast książka, która najmniej przypadła mi do gustu, to Hebanowa wieża. 




Pozostając w literackich klimatach, oto mój lutowy bookhaul, czyli wszystkie nowe nabytki:

Kobieta znikąd, Dr Jekyll i pan Hyde i Wenus w futrze, to egzemplarze recenzenckie, z których pierwsze dwa już zrecenzowałam. W tym miesiącu udało mi się uchronić przed szałem kupowania nowych książek i zakupiłam tylko Ever (ponieważ jakiś czas temu zauważyłam, że ciężko jest ją dostać w Internecie, a była dostępna tylko w dwóch miejscach) oraz Światła września, ponieważ brakowało mi jej do skompletowania Trylogii mgły.





Jeżeli chodzi o filmy i seriale, niestety, w tym miesiącu wynik ten nie jest tak imponujący jak ten w styczniu, ponieważ udało mi się obejrzeć tylko jeden film i zaledwie kilka odcinków czwartego sezonu Girls.

W końcu udało mi się obejrzeć Zieloną milę, z której obejrzeniem zwlekałam przez dobre kilka lat. Dlaczego? Sama nie wiem i bardzo tego żałuję, ponieważ jest to jeden z najlepszych filmów, jakie miałam okazję obejrzeć w całym swoim życiu. Mimo, że trwa ponad 3 godziny (a często mam problem z bezczynnym siedzeniem na miejscu na filmach, które trwają dłużej niż 1,5h). to był to dobrze spożytkowany czas podczas którego nie da się nudzić. Wiele osób twierdzi, że jest to film, który powinien obejrzeć każdy z nas i uwierzcie mi, osoby te wcale się nie mylą.  




A tak wyglądał luty na moim instagramie. Jak widać - książki, recenzje, koty i jeszcze raz książki :D





W ubiegłym miesiącu skończyłam również grę Alan Wake. Choć nie często gram w gry grozy, to w końcu się skusiłam na tego klasyka, który tak mi się spodobał (szczególnie pod względem fabuły, która jest silnie związana z książkami i pisarstwem), że postanowiłam opublikować w marcu osobny post z recenzją tej gry, jednocześnie rozpoczynając nowy cykl postów z grami, który poświęcony będzie właśnie tym tytułom, które szczególnie mnie urzekły i takim, na temat których chciałabym się wypowiedzieć i podzielić opinią. 

_________________________________

PRYWATNIE

Skłamię, jeżeli stwierdzę, że był to łatwy okres, gdyż taki nie był. Pierwsza połowa lutego wiązała się z zaliczeniami, egzaminami i sesją, nerwowym tygodniu wyczekiwania na wyniki i końcową ulgą, po zobaczeniu, że wszystko zdałam w pierwszym terminie. Druga połowa lutego to natomiast powrót na uczelnie, który już taki ciężki nie był, w związku z tym, że właśnie rozpoczynały się nowe ćwiczenia i wykłady, których byłam ciekawa. Dołączyła m.in. Historia literatury brytyjskiej, Historia sztuki, Historia angielskiego obszaru językowego, Kultura brytyjskiego obszaru językowego, Pisanie na potrzeby mediów czy Teoria literatury oraz związana z moją specjalizacją projektowania gier Grafika 2D i 3D, czyli wszystko to, co jest obiektem moich zainteresowań. W większości przypadków się nie zawiodłam, gdyż wykładający w przeważającej części są pełni pasji i skutecznie się z nami nią dzielą, jednak są też przedmioty, do których trzeba będzie poświęcić większą uwagę samemu, by zrozumieć temat. 

Zostając w temacie nauki - cieszę się również, że (w końcu!) udało mi się opublikować pierwszy post z serii nauki języka angielskiego i spotkał się on z (Waszym) pozytywnym odzewem. 

______________________________________ 



Hello March!, czyli plany na marzec:

W marcu planuję przeczytać minimum 3 książki: Dr Jekyll i Pan Hyde (to już mi się udało, recenzja tutaj), Wenus w futrze i 1 tom Księgi wszystkich dusz - Czarownica. Jeżeli chodzi o filmy, to chciałabym obejrzeć Incepcję, Blue Highway, Avengers: Czas Ultrona, Mroczne wizje i Pęknięcia, ponieważ od dłuższego czasu zalegają na mojej liście Must Watch. Mam również nadzieję, że skończę 4 sezon serialu Girls (co mi się nie udało w lutym), grę Blackguards 2 i uda mi się stworzyć coś kreatywnego, gdyż niedawno zakupiłam sobie nowiutki szkicownik i komplet węgli :).  Planuję również dodać kolejny post z serii nauka języka angielskiego.

_______________

W ciągu kilku następnych dni możecie się spodziewać recenzji książki Wenus w futrze od wydawnictwa [ze słownikiem], recenzji gry Alan Wake oraz postu z listą filmów, które chciałabym obejrzeć przed końcem 2017 roku.
Read More

czwartek, 2 marca 2017

61. Robert Louis Stevenson - Doktor Jekyll i pan Hyde || wydawnictwo [ze słownikiem] || A strange case of dr Jekyll and Mr Hyde



W ramach nawiązania współpracy z wydawnictwem [ze słownikiem] zapraszam dziś na recenzję książki "Doktor Jekyll i pan Hyde". Recenzja ta będzie podzielona na dwie części, pierwsza skupiać się będzie na tytule samym w sobie, druga natomiast będzie poświęcona przeznaczeniu wydania, czyli wspomagania czytania w języku angielskim. 

Doktor Henry Jekyll, to starszy, oddany swojej pracy naukowiec, który przez swych przyjaciół został uznany za ekscentryka ze względu na swoje niecodzienne przedmioty zainteresowań i kontrowersyjne teorie. 

Pan Hyde natomiast, to wyrachowany morderca, po spotkaniu z którym ludzie określają go mianem "czystego zła" i budzącego wstręt i odrazę swoim anormalnym, niemal nieludzkim obliczem. 

Co ich łączy? Spoiler chyba w przypadku tej książki nie będzie wielką zbrodnią, gdyż fabuła tej powieści znana jest każdemu miłośnikowi literatury czy psychologii, nawet w przypadku, gdy książki tej ta osoba nie czytała. Otóż dr Jekyll i pan Hyde to dwa oblicza jednej osoby.

Historia ta opowiedziana jest z perspektywy Uttersona, prawnika i prywatnie przyjaciela dr Jekylla, który bada sprawę okrutnego poturbowania małej dziewczynki i dwóch starszych wpływowych mężczyzn, zamordowanych z zimną krwią. Dla Uttersona sprawa ta okazuje się być jeszcze bardziej podejrzana, gdy otrzymuje testament dr Jekylla, w którym to cały swój majątek zapisuje swemu "podopiecznemu" i zaufanemu Hyde'owi na wypadek swojego zniknięcia lub śmierci.

Z czasem obserwujemy zmiany osobowości, jaką był Henry Jekyll - od czasu, gdy był uznawanym specjalistą w swej dziedzinie, poprzez czasy jego szaleństwa, aż do finalnej rozpaczy wywołanej  metafizycznym rozdarciem. 

Mimo, że jest to historia z elementami rodem z science fiction, to jest to jednak wartościowa i uniwersalna opowieść o tym, że osobowość każdego człowieka jest dwojaka i każdy z nas posiada zarówno dobrą, jak i mroczną stronę, która mimo że nie zawsze się ujawnia, będąc (mniej lub bardziej) (pod)świadomie tłumiona, to spoczywa na dnie każdej duszy. 

Kolejnym powodem, dla którego warto ją przeczytać, to fakt, że opowieść ta należy do klasyki literatury angielskiej i została napisana przez cenionego autora jakim był Robert Louis Stevenson (znany m.in. z Wyspy Skarbów). Warto wspomnieć również o tym, że oprócz   filologów i miłośników literatury brytyjskich, jest to również pozycja obowiązkowa dla każdego przyszłego psychologa. Jest to również jedna z tych książek, której fabułę zna wiele osób, jednak tylko cząstka ją przeczytała - do czego gorąco zachęcam. 


__________________________________________________________________

A teraz nadszedł czas na recenzję tego wydania, jako narzędzia wspomagającego naukę języka. 
Zapewne wielu z Was się już spotkało w blogosferze z ofertą wydawnictwa [ze słownikiem]. Wydawnictwo skutecznie wypełniło lukę na polskim rynku książek i chwała za to! Czytanie książek w oryginale jeszcze nigdy nie było takie łatwe i przyjemne. 




Zamiast wyszukiwać nieznanych słów i fraz w słowniku - w książkach [ze słownikiem] trudniejsze czy nieczęsto spotykane wyrazy są pogrubione i wytłumaczone. Dodatkowym atutem jest to, że podane są różne znaczenia danego słowa, dzięki czemu jesteśmy świadomi tego, jak bardzo złożone słownictwo zawiera język angielski. Moje jedyne zastrzeżenie i sugestia  - znaczenie słowa, które jest najbardziej adekwatne powinno być w jakiś sposób wyróżnione spośród pozostałych wariantów. Ubolewam również nad faktem, że tłumaczone są tylko pojedyncze słowa, podczas gdy bardzo przydatne było by również tłumaczenie całych fraz czy kolokacji.
Tłumaczenia są podane na tej samej stronie, na której słowa te się znajdują i są podane w kolejności alfabetycznej, co bardzo ułatwia nawigację i dzięki temu nie marnujemy czasu wertując kartki czy szukając dowolnie umieszczonych słów. 





Z przodu, przed faktyczną treścią książki znajduje się spis najczęściej występujących w książce słów,  oczywiście wraz z tłumaczeniem. Na końcu książki, kilkadziesiąt stron przeznaczone jest natomiast na alfabetyczny spis wszystkich słówek, które były przetłumaczone.

Podczas czytania i korzystania z książki, warto również zwrócić uwagę na to, że w przypadku czasowników występujących w różnych czasach, w tłumaczeniu mamy również podaną formę podstawową.

Jako, że książka ta pochodzi z 1886 roku i jest to oryginalny tekst, nie adaptacja, więc język w jakim jest napisana jest dosyć archaiczny, zawiera zwroty i formy dawno wyparte z codziennej mowy, dlatego też tytuł ten niekoniecznie polecam do rozwijania umiejętności językowych, jednak dla rekreacji, dla pasjonatów tego języka - jak najbardziej!

Tytuł ten jest również oznaczony symbolami C1/C2, czyli poziom zaawansowany, dlatego zawiera on wiele trudnych, nieczęsto używanych słówek i fraz, których rozumienie to (nawet dla mnie, studentki filologii angielskiej) nie lada wyzwanie. Książka ta jest kierowana dla osób, które język angielski znają od strony niuansów i posługują się nim biegle, gdyż wtedy jej czytanie nie będzie męczące, a przyjemne, dlatego też osobom z niższym poziomem zaawansowania polecałabym inne tytuły z oferty wydawnictwa oznaczone symbolami A1/A2 (początkujący) i B1/B2 (średnio-zaawansowany).

 Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu 

https://www.facebook.com/zeslownikiem/?fref=ts




Read More

wtorek, 28 lutego 2017

60. Mary Kubica - Kobieta znikąd



Nadszedł czas na recenzję thrillera psychologicznego, którego wyczekiwałam w napięciu przez ostatnie kilka tygodni!


Kobieta znikąd napisana została przez amerykańską powieściopisarkę o polsko brzmiącym nazwisku - Mary Kubica. Czytając jej skróconą biografię, dowiadujemy się m.in. tego, że na świecie zdobyła sławę, jako autorka znakomitych thrillerów psychologicznych, takich jak Grzeczna dziewczynka czy Zajmę się Tobą, gdzie obie książki trafiły na listę bestsellerów New York Timesa. 


Akcja książki toczy się równolegle w dwóch miejscach. Na początku poznajemy Quinn, młodą mieszkankę Chicago, która budząc się po mocno zakrapianej alkoholem i przygodnym seksem nocy zauważa, że jej współlokatorka Esther jest nieobecna w mieszkaniu, a to, co po niej pozostało (oprócz braku śladów i informacji), to otwarte okno w sypialni. W tym samym czasie poznajemy Alexa, osiemnastolatka mieszkającego w małej miejscowości w stanie Michigan, który odrabiając swoją dniówkę w barze szybkiej obsługi zauważa siedzącą przy stoliku kobietę nie pochodzącą z okolicy, kobietę, która przykuwa jego wzrok i nie pozwala mu przestać o sobie myśleć.  Kobietę chrzci przezwiskiem "Perła".

Quinn to młoda i zagubiona dziewczyna, która całkiem niedawno zaczęła żyć w dużym, nieznanym jej wcześniej mieście. Jej jedyna przyjaciółka, to właśnie Esther, którą poznaje odpowiadając na jej ogłoszenie w sprawie poszukiwania współlokatorki. Po zniknięciu kobiety, Quinn od początku przeczuwa, że stało się coś niepokojącego, dlatego za swoje główny cel stawia sobie odnalezienie przyjaciółki. Podczas poszukiwań trafia na różne tropy i ścieżki, którymi podążając odkrywa sekrety Esther i poznaje fakty, które przechodzą jej najśmielsze oczekiwania. 

Alex to jeszcze nastolatek, który został zmuszony do dorastania wcześniej, niż jego rówieśnicy. Podczas, gdy wszyscy wokół wyjeżdzają na studia, by się dalej kształcić, Alex jest zmuszony pozostać w rodzinnej miejscowości i pracować na utrzymanie swoje i swojego ojca, który pogrążył się w alkoholizmie od czasu, gdy opuściła ich matka Alexa, gdy był jeszcze dzieckiem. Perła staje się obiektem fascynacji chłopaka, który stara się ze wszystkich sił dowiedzieć czegoś więcej o kobiecie i bliżej ją poznać.

Perła natomiast rezyduje w starym, opuszczonym domu naprzeciwko Alexa znajdując w nim idealną kryjówkę. Dom ten od wielu lat stał opuszczony i zniszczony podczas gdy ludzie omijali go szerokim łukiem mając w świadomości to, że nawiedza go duch Genevieve, "złej" dziewczynki, która umarła w młodym wieku i która swego czasu tam mieszkała. 

Styl, w jakim powieść ta została napisana niestety nie przypadł mi do gustu. Banalne zwroty, krótkie, proste frazy to niekoniecznie to, czego szukam w książkach. Na domiar złego, znajduje się tu również mnóstwo klisz językowych, które zdają się być wytarte, banalne i nadużywane. Również sposób, w jaki autorka przedstawiła postacie wypada na ich niekorzyść, sprawia, że czytelnik zamiast wczuwać się w nastrój i identyfikować z postaciami - darzy ich antypatią. 

Jeżeli chodzi o akcję, tutaj moja opinia jest dwojaka. Przez pierwsze 200 stron dłuży się niemiłosiernie, zbyt wiele się tam nie dzieje, w szczególności jeżeli chodzi o nowe fakty i poszlaki (które powinny być kluczowe w gatunku jakim jest thriller). Sporo tutaj również dosyć irytujących i nie wnoszących nic nowego opisów. Wszystko przyspiesza jednak w ostatnich stu stronach, które obfitują w dynamikę i ślady, które stopniowo naprowadzają nas na rozwiązanie mrocznej zagadki. 
Co do nastroju, to tak jak wspominałam wcześniej, przez połowę książki ciężko jest go znaleźć, jednak przez ostatnie dziesiątki stron książka trzyma w napięciu i wzbudza niepokój, co jest oczywiście mocną i pożądaną w thrillerze stroną.

Podsumowując,  krótkie, jednak nadal zbędne opisy, prosty (jak dla mnie zbyt prosty) język i sposób przedstawienia postaci i sytuacji nie przypadły mi do gustu. Jednak fabuła i nastrój, który zaczyna się odczuwać w późniejszej fazie czytania to rekompensuje i po przeczytaniu pozostawia pozytywne odczucia. 


Moja ocena: 6,5/10
Ilość stron: 334

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu

Read More

poniedziałek, 20 lutego 2017

59. Sylvia Day - Tylko Cross



Przez ostatnie dni nie pojawiały się żadne nowe wpisy, związane to było głównie z nerwowym wyczekiwaniem wyników egzaminów, ale też i lekkim opóźnieniem w czytaniu, ponieważ ciągle jeszcze kończyłam książkę.

Nadszedł dzisiaj czas na recenzję książki "Tylko Cross", autorstwa Sylvii Day. Książka ta jest finałem pięciotomowego cyklu "Crossfire" opowiadającego o (często pokręconych) losach Evy (już Pani Cross) i Gideona. 

Śmiem twierdzić, że pod względem fabuły jest to najlepsza część cyklu. Zawiera wiele ciekawych wątków, tajemnic, nie jest przesłodzona, a i kryje w sobie również odrobinę mroku. O ile pierwsze 200 stron wydaje się sprawiać zgubne wrażenie - statycznej opowieści, o tyle ostatnie 200 stron to akcja rozwijająca się w niewiarygodnie szybkim tempie, a odstawienie ciekawości  i książki na bok graniczy z cudem.

To, na co tak często narzekałam w tomach poprzednich - brak dynamiki czy irracjonalne zachowanie bohaterów w przypadkach wystawiania ich związku na próbę przetrwania - tutaj przybrało zupełnie inne tory, oczywiście w pozytywnym sensie. Zagadka goni zagadkę, tajemnica tajemnicę, a i relacje głównych bohaterów z otoczeniem rodzinnym, które wcześniej bywały dosyć podupadłe - tutaj się polepszają. Eva i Gideon w końcu zwalczają  demony z przeszłości, które uniemożliwiały im prawidłowe funkcjonowanie w obecnym świecie.

Wracając do aspektu "słodkości", o którym wspominałam wcześniej, tutaj nie doświadczymy monotematyczności i przewidywalności jak w poprzednich tomach. Ba! Nawet przez pierwsze 200 stron nie ma żadnej sceny seksu! W końcu otrzymałam to, czego tak wyczekiwałam po bardzo dobrym tomie drugim - akcję i jej zwroty, dynamikę oraz tajemnicę. 

To, na co jednak pragnę się przyczepić, to... korekta i tłumaczenie, które... leży i sprawia wrażenie, że zostało wykonane przez inne osoby niż w poprzednich częściach (a tak nie jest). Jako, że z językiem angielskim mam do czynienia na co dzień, na studiach, ja naprawdę rozumiem, że istnieją w języku tym frazy, które nie mają swoich polskich odpowiedników, ale na litość boską, starajmy się wtedy użyć choć trochę zbliżonego polskiego ekwiwalentu zamiast tłumaczyć słowa dosłownie, lub urywać zdania, tworząc formy leksykalne, które kompletnie nie mają sensu... Kolejną sprawą jest cała masa literówek, które nie występują sporadycznie, by można było przymknąć na to oko, a notorycznie. Być może jest to za sprawą tego, że książka została opublikowana niedawno i jest to pierwsza polska edycja, jednak mimo wszystko, osoby odpowiedzialne za korektę powinny zwrócić na to uwagę.


Podsumowując zarówno ten tom jak i całą serię, jest to bardzo dobry finał cyklu, który różni się od pozostałych, które na tle tego, jak i Płomienia Crossa wypadają średnio.  Serię tę jednak mogę śmiało polecić każdej kobiecie, która od czasu do czasu ma ochotę na lekkie, przyjemne babskie czytadełko ;-). Często również słyszę sceptyczne głosy traktujące wszystkie powieści tego typu jedną miarą, będąc często porównywane do słynnej serii o Grey'u. By rozwiać wątpliwości (a jestem osobą, która miała do czynienia z obiema seriami) śmiało mogę stwierdzić, że porównując ją do słynnej serii o Greyu, Grey przy Crossie wypada cienko. 
Moja ocena: 7.5/10
Ilość stron: 469

Od listopada, wszystkie części tej wyróżniającej się na tle kobiecych powieści erotycznych serii, dostępne są w formie pakietu wszystkich pięciu tomów prosto od wydawnictwa

Za możliwość przeczytania oraz zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu
http://www.wielkalitera.pl/nowosci/id,152/pakiet-dotyk-crossaplomien-crossawyznanie-crossawybor-crossatylko-cross.html
 


LINKI DO RECENZJI POPRZEDNICH TOMÓW
Read More
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ładuję...

Popular Posts

© Welcome To The Dark Side, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena