sobota, 9 grudnia 2017

93. Artur K. Dormann - Co zdarzyło się w Lake Falls


Zgodnie z zapowiedzią dziś przychodzę do Was z recenzją książki Artura K. Dormanna - Co zdarzyło się w Lake Falls. Przyznaję, że do całkiem niedawna nie miałam pojęcia o tym autorze, ani o serii z "Lake Falls", która zaintrygowała mnie w momencie, w którym się o niej dowiedziałam.


Tytułowe Lake Falls to malownicze amerykańskie miasteczko, do którego trafia (a może raczej ucieka?) główna bohaterka - Victoria wraz ze swoją córeczką Kat. Vic, mimo młodego wieku, sporo już przeszła. Po wyjściu za maż i urodzeniu dziecka doświadczyła odrzucenia ze strony własnej rodziny, a ze strony byłego męża przemocy, upokorzenia i zdrady. Po wyczerpującej sprawie rozwodowej, kobieta wraz z małą Kat postanawia uciec wystarczająco daleko, by demony przeszłości opuściły jej życie raz na zawsze. Niestety, w momencie, gdy matka z córką aklimatyzują się w nowym miejscu, ich azyl szybko dobiega końca, gdyż okazuje się, że miasteczko zostało wykupione na rzecz budowy elektrowni, skazując mieszkańców na przymusowe wysiedlenia. Mało tego, pewnego felernego dnia Kat słabnie i trafia do szpitala, gdzie czekają tragiczne wieści. Victoria dowiaduje się, że jej córka ma nieoperacyjnego raka mózgu i pozostało jej niewiele miesięcy życia. Załamana kobieta izoluje się od wszystkich, zaszywając się w domu. Jednej nocy zostaje wyrwana ze swego letargu przez pukanie do drzwi. Gdy kobieta je otwiera, tajemniczy mężczyzna ujawnia swą tożsamość i proponuje jej układ - cudowne lekarstwo dla nieuleczalnie chorej Kat w zamian za pomoc w uwolnieniu jego braci. Victoria, świadoma tego jak niewiele ma do stracenia, akceptuje niebezpieczną propozycję.

Przyznam szczerze, że szczegółowy opis miasteczka do złudzenia przypominał mi Bright Falls, miasteczko z gry Alan Wake, o której kiedyś pisałam. Wzbudziło to we mnie pozytywne odczucia, sprawiając, że miejsce tak odległe naszemu polskiemu folklorowi, stało się mi bliskie.

Plusem jest również fakt, że Co zdarzyło się w Lake Falls, to jedna z niewielu powieści z super naturalnymi istotami, które nie opierają się wyłącznie na romansie i kobietach lgnących w ramiona mrocznych krwiopijców.

Jednak to, co sprawiło, że książka nie spełniła wszystkich moich oczekiwań to język, a raczej sposób, w jaki autor się nim posługuje. Owszem, jest on pełen różnorakich form gramatycznych i bogatego słownictwa urozmaicającego treść. Jednak formy te, szczególnie w postaci bardzo długich zdań i miejscami niecodziennej składni sprawiają, że czytelnik męczy się próbując je rozszyfrować. 

Myślę, że najmocniejszą stroną książki jest jej fabuła, o któej wspominałam wcześniej. Co prawda, posiada ona nieco schematów, jednak autor mimo wszystko sprawił, że jest w niej coś nowego, świeżego, oryginalnego. Niestety, o ile fabuła ogółem zapowiada się bardzo dobrze, o tyle przy bliższym spojrzeniu, miejscami okazuje się być niespójna i niedopracowana. Niektóre wątki jawnie ignorują pierwszą zasadę kreatywnego pisania "Show, don't tell!", przez co czytelnik w pewnych momentach odczuwa niedosyt. Podobnie jest w przypadku bohaterów, którzy mimo, że są wyraziści, to w ich myśleniu, zachowaniu i osobowości pojawia się mnóstwo sprzeczności, które wzajemnie się wykluczają i które nie są do końca logiczne. 

Nie do końca również zrozumiała jest dla mnie klasyfikacja książki zaliczająca ją do powieści młodzieżowych. W Co zdarzyło się w Lake Falls jest wiele aspektów, które moim zdaniem wykluczają książkę z kanonów literatury młodzieżowej. Pomijając bohaterkę, której daleko do wieku nastoletniego, nie brakuje tutaj również poważnych wątków dramatycznych, zmagań z chorobą bliskiej osoby, upokorzenia ze strony partnera czy manipulacja, które sprawiają, że książka z pewnością trafi przede wszystkim dla osób dorosłych, nie tylko dla młodzieży, dla której książka ta z założenia jest kierowana. 

Na koniec dodam, że warto również zwrócić uwagę na nową okładkę książki, za którą należą się wyrazy uznania dla grafika. Dla porównania, odsyłam do okładki startego wydania (LINK)

Podsumowując, książka ta do teraz wzbudza we mnie ambiwalentne odczucia, przez które nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić i wyrazić opinii na jej temat. Co zdarzyło się w Lake Falls posiada wiele aspektów, które mi się spodobały, takie jak niecodzienna fabuła i ciekawy setting, jednak posiada również elementy, które nie do końca przypadły mi do gustu. Mimo wszystko jednak jej zalety i moja ciekawość wygrywają, dlatego jestem pozytywnie nastawiona w stosunku do jej niedawno wydanej kontynuacji, po którą z pewnością sięgnę.

Moja ocena: 6/10
Ilość stron: 397
Wydawnictwo: Lemoniada.pl



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję grupie wydawniczej

Read More

poniedziałek, 4 grudnia 2017

92. Barbara Rybałtowska - Przypadek sprawił



Jakiś czas temu udało mi się przeczytać książkę "Przypadek sprawił", którą napisała nasza rodzima autorka, Barbara Rybałtowska. Dlaczego udało? Otóż dlatego, ponieważ książka ta czekała na swoją kolej prawie trzy lata, kurząc się na moim regale. Dlaczego tak długo zwlekałam? Do książki zniechęciły mnie przede wszystkim recenzje, które w przeważającej liczbie oceniały książkę jako mocno średnią. Czy po przeczytaniu zajęłam podobne stanowisko? Po odpowiedź zapraszam do mojej recenzji!

Na początku poznajemy Ewę, która zawodowo jest architektem, a prywatnie szczęśliwą żoną, matką i babcią. Jej beztroskie życie toczące się w małej mazurskiej miejscowości zostaje zaburzone w momencie, gdy umiera jedna z jej przyjaciółek. Pogrzeb przywraca bolesne wspomnienia na temat śmierci starszej siostry Ewy. Od tej pory Ewa wyrusza w podróż w przeszłość, podążając tropem wspomnień i pamiętnika tragicznie zmarłej siostry, Joanny, która zginęła w tajemniczych okolicznościach w kwiecie swego wieku i kariery. 

Autorka przedstawia nam barwne kulisy powojennego środowiska artystycznego, do którego należała Joanna będąc jedną z najpopularniejszych ówczesnych piosenkarek. Dostajemy się do wewnątrz polskiego świata rozrywki, wnikliwie analizując poszczególne wydarzenia z krótkiego życia Joanny.

Jedną z najmocniejszych stron powieści jest język, którym autorka posługuje się bardzo sprawnie, tworząc obrazowe, plastyczne i konkretne opisy, dzięki którym poszczególne miejsca i sytuacje nie są nam odległe. Minusem natomiast są dialogi, które czasami sprawiają wrażenie przekombinowanych, nienaturalnych.  

Jednak to, co w tej książce okazało się dla mnie największą zmorą to narracja, która nieraz wprowadziła mnie w niemałą dezorientację. Opowieść często zmienia narratora, przez co w pewnych momentach ciężko jest się połapać co, kto i o czym mówi. 

Tak jak wspominałam wcześniej, autorka prowadzi nas przez wnikliwą analizę życia Joanny. W praktyce jednak ta wnikliwa analiza jest niczym innym, jak przedstawieniem tych samych sytuacji z punktu widzenia różnych osób. Przez ten zabieg, czytelnik w pewnym momencie ma pełne prawo do odczucia zmęczenia i znużenia spowodowanego maglowaniem tego samego materiału.

Podsumowując, motyw podróży, poszukiwania prawdy i tajemniczej śmierci posiadał spory potencjał, który w przypadku tej powieści nie został wykorzystany. Myślę, że gdyby nie fakt ciągłego powtarzania tych samych wydarzeń i nieco rozczarowującego rozwiązania zagadki, byłaby to ciekawa powieść z wątkiem kryminalnym w tle. Niestety, przez to że potencjał fabuły został zaniedbany, mamy do czynienia ze średnią obyczajówką, która przez większość stron nudzi. 


Moja ocena: 5/10
Ilość stron: 240
Wydawnictwo: Axis Mundi
Read More

piątek, 24 listopada 2017

91. Orna Donath - Żałując macierzyństwa


Dwa tygodnie temu w moje ręce trafiła książka należąca do gatunku, po który zazwyczaj nie sięgam. Otóż Żałując macierzyństwa to książka, która w rzeczywistości jest zbiorem artykułów autorstwa izraelskiej socjolożki Orny Donath, która poświęciła osiem lat badaniom zjawiska żalu związanego z decyzjami kobiet, które zostały matkami. 

Artykuły te podzielone są na sześć rozdziałów, z czego każdy porusza inną kwestię związaną z tematem. Artykuły przeplatane są autentycznymi wypowiedziami dwudziestu trzech kobiet biorących udział w badaniu. Kobiety, które zdecydowały się na rozmowę z autorką, pochodzą z różnych środowisk, są w różnym wieku, niektóre z nich są już nawet babciami. Dzięki temu zróżnicowaniu, zjawisko to mogło zostać zbadane z szerokiej perspektywy, w bardzo wnikliwy sposób. 

Książka ta porusza bardzo kontrowersyjny temat, który w niektórych społeczeństwach uznawany jest również za temat tabu, przez co wzbudziła ona wiele głosów na całym świecie. Właśnie społeczeństwu, jego konstruktom i stereotypom autorka poświęciła przeważają część swojej książki. Dzięki temu, że kładziony tu jest szczególny nacisk na kulturowe i społeczne "mądrości" i "dogmaty", lektura ta na wielu z nas będzie miała uświadamiający, otwierający wpływ.

Na początku autorka ustala przyczyny, które sprawiły, że bohaterki jej artykułów (tak jak i inne kobiety żałujące) zdecydowały się na zajście w ciąże. Z wypowiedzi badanych kobiet, jasno wynika fakt, że większość z nich zostały mamami przez presję i nacisk pronatalistycznego społeczeństwa, rzucającego na prawo i lewo hasła głoszące, że kobieta bez dziecka nie zasługuje na miano "kobiety kompletnej", "dziecko to prawdziwe pragnienie każdej kobiety" czy "poczekaj aż będziesz miała swoje, zmienisz zdanie". Brzmi znajomo, nieprawdaż? Właśnie te obietnice "pełni" i "szczęścia" zakorzenione w społecznej mentalności doprowadziły (i nadal doprowadzają) wiele kobiet do cierpień i szeroko rozumianego żalu, który jest kolejnym z głównych tematów obecnych w tejże pracy. Część książki poświęcona jest wnikliwemu studium nad istotą żalu, żalu jako zjawiska pojawiającego się w odniesieniu do przeszłości, której się nie da zmienić. Kobiety biorące udział w badaniu  otwarcie mówią o tym, że gdyby mogły cofnąć się w czasie i zmienić swoją decyzję, zrezygnowały by z macierzyństwa. Równocześnie te same kobiety zwracały również uwagę na to, z jak wielkim społecznym stygmatyzmem i alienacją muszą się liczyć wszystkie te osoby, które tego żalu nie ukrywają. Orna Donath w dalszej części swojej książki kładzie również nacisk na różnicę faktem pojawiającego się żalu, a bezinteresowną miłością, które kobiety, które żałują, darzą swoje własne dzieci.

Podsumowując, książka sama w sobie zawiera bogatą treść popartą licznymi badaniami, przypisami i dającymi do myślenia cytatami (w szczególności tymi autorstwa jednej z największych przedstawicielek feminizmu ubiegłego wieku - Luce Irigaray). Jedyne, czego mi w tej pozycji brakuje, to brak szerszego ujęcia sytuacji kobiet w bardziej ogólnikowym podejściu, nie tylko z punktu widzenia (nie)zostania mamą. 

Żałując macierzyństwa, porusza kontrowersyjne kwestie, które zazwyczaj zostają przemilczane, ponieważ konformistyczna natura ludzka nie chce o nich słyszeć. Zarówno artykuły, jak i wypowiedzi, którymi są one przeplatane, budzą ambiwalentne uczucia, burząc wcześniejsze światopoglądy, uświadamiając nas w tym, jak bardzo jesteśmy ograniczeni przez społeczne konstrukty i stereotypy, przez które czujemy się tak jak gdybyśmy dostali "publiczne przyzwolenie" na ocenianie i krytykowanie osób, która poza te stereotypy i dogmaty wychodzą. Jest to książka, po którą powinna sięgnąć każda kobieta, niezależnie od tego czy jest przyszłą, obecną lub "niczyją mamą",  ponieważ lektura ta składnia do refleksji nie tylko na temat macierzyństwa, ale przede wszystkim na temat pozycji i roli kobiet we współczesnym społeczeństwie.  


Moja ocena: 8.5/10
Ilość stron: 312


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu 


Read More

środa, 22 listopada 2017

90. Sheena Kamal - Nieobecna


Rok 2017 okazuje się być dla mnie rokiem, w którym w przeważającej większości czytam thrillery psychologiczne. Przyznaję bez bicia, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków. Do gatunku tego  klasyfikowana jest Nieobecna, czyli literacki debiut kanadyjskiej autorki Sheeny Kamal. 

Nora to kobieta po przejściach. Oprócz tragicznego dzieciństwa pełnego przeprowadzek i zmian rodzin zastępczych, samobójstwa ojca, konfliktu z biologiczną siostrą czy alkoholizmu, piętnaście lat temu doświadczyła koszmaru, który prześladuje ją przez całe życie. Otóż Nora, która będąc młodą kobietą zarabiała na życie będąc bluesową śpiewaczką, pewnej nocy zostaje odurzona, zgwałcona i porzucona w lesie, gdzie miała zginąć. Wybudziwszy się w półrocznej śpiączki, Nora uświadamia sobie, że jest w ciąży. Po porodzie Nora postanawia oddać córkę do adopcji. Skutki tej traumy odbijają się szerokim echem w życiu Nory. Kobieta wpada w alkoholizm, traci znajomych i chęć do życia w społeczeństwie. Piętnaście lat później Nora na co dzień pracuje na zlecenie dziennikarza śledczego i prawnika. Pewnej nocy otrzymuje dziwny telefon, po którym umawia się na spotkanie. Na spotkaniu pojawia się małżeństwo, któremu w przeszłości Nora powierzyła swoją córkę. Zdesperowani rodzice proszą Norę o pomoc w znalezieniu Bonnie, ich nastoletniej córki, która znikła w tajemniczych okolicznościach. Angażując się w poszukiwania, Nora szybko odkrywa, że cała sprawa jest tylko częścią większego spisku, a życie zarówno Bonnie, jak i jej samej jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie.


Książka już od pierwszych stron zapowiada się ciekawie. Popularny ostatnio model głównego bohatera jako aspołeczniaka z ciemną przeszłością i zapowiedź rychłego rozpoczęcia akcji sprawiają, że czytelnik niemal natychmiast znika w świecie fabuły. 

Przyznam, że pozytywne wrażenie, które towarzyszyło mi przez większość książki, później (niestety) zdawało się tracić swój blask. Podczas gdy fabuła początkowo wydawała się być naturalną i ciekawą, w rzeczywistości później została przekombinowana. W pewnym momencie autorka zaczęła tworzyć zbędne połączenia i relacje między poszczególnymi wątkami i osobami kosztem wątków, które były naturalnie intrygujące, a które nie zostały do końca doprowadzone. Przykładem takiego wątku był między innymi konflikt i napięcie między główną bohaterką i jej siostrą, który przez pewną część książki stanowił częste odniesienie po to, by zostać w późniejszym czasie porzuconym. Przez wspomniany wcześniej zabieg, mamy wrażenie, że niektóre wydarzenia i osoby zostały "sztucznie" do siebie podpięte, tylko po to, by bezpośrednio dotyczyć głównej bohaterki. 

Waham się również w kwestii klasyfikacji tej książki jako thrillera psychologicznego. Myślę, że ze biorąc pod uwagę fakt tak dużego nacisku kładzionego na akcję i intrygi, zamiast na zgłębianie psychiki bohaterów i budowania na ich podstawie nastroju, bardziej adekwatne byłoby nazwanie Nieobecną powieścią sensacyjną. 

Podsumowując, mimo, że niektóre wątki sprawiły wrażenie mało realnych i zbyt naciąganych, książka ta przypadła mu do gustu. Walka o przetrwanie, pościg i motyw zmierzenia się z oprawcami z przeszłości sprawiły, że jest to interesujący debiut pełen akcji. Książka, mimo, że chwilami niedoskonała się być dobrą pozycją, od której nie sposób się oderwać. 




Moja ocena: 6,5/10
Ilość stron:  351


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu


Read More

wtorek, 14 listopada 2017

89. English Matters nr 67/2017


Wraz z nadejściem listopada, nadszedł nowy, zimowy numer English Matters!


Na samym początku przywitani zostaniemy krótkim fragmentem na temat najpopularniejszych pisarzy i ich pisarskich pseudonimów. Uprzedzam, Wasz świat może zostać wywrócony do góry nogami! Oprócz tego, dowiemy się również dla kogo stworzona została rola Holly Golightly w filmie  Breakfast at Tiffany's. Okazuje się, że jej pierwowzorem wcale nie była Audrey Hepburn, mimo że film kojarzy się właśnie z jej kreacją. 


Tradycyjnie, magazyn jest pełen ciekawych artykułów napisanych w języku angielskim. Jednym z bliższych memu sercu jest artykuł poświęcony Normanowi Daviesowi. 


Norman Davies to historyk i autor, który jest znany każdemu studentowi filologii angielskiej, a jego kultowa książka "The Isles" dla anglofilów jest swoistą biblią. W Polsce natomiast autor ten znany jest przede wszystkim ze swoich książek na temat historii Polski, która jest jego największym zainteresowaniem badawczym. Jest to jeden z nielicznych zagranicznych autorów, którzy tak skrupulatnie podchodzą do tego tematu. Jego prace naukowe z Polską w roli głównej stanowią główny temat artykułu. 



Pozostając w wątku historycznym, nie brakuje również publikacji na temat najbardziej paradoksalnych i absurdalnych wydarzeń z przeszłości. 


English Matters powoli wprowadza nas również w świąteczny nastrój, który wiąże się również z zakupowym szałem. W ramach zakupów, trafimy na ciekawy artykuł na temat Harrods, najpopularniejszego domu towarowego w Wielkiej Brytanii. 




NY Winter Wonderland to mój ulubiony artykuł w tym wydaniu. Dlaczego? Otóż dlatego, że nie ma dla mnie piękniejszej pory roku niż zima. Artykuł ten niemal jak przewodnik oprowadza nas po najciekawszych zakątkach i atrakcjach mroźnego Nowego Jorku, intensywnie działając na naszą wyobraźnię. 


Dla tych, którzy od dalekich podróży preferują ciepły koc, gorącą herbatę i przytulne mieszkanie, autor artykułu zaproponował listę świątecznych filmów, których akcja toczy się właśnie w Nowym Jorku. 





Oprócz wspomnianych przeze mnie artykułów, w 67 wydaniu English Matters znajdziemy również wiele innych, które między innymi badają fenomen fidget spinnerów czy filozofii serialu House of Cards. 





Jako, że magazyn ten przeznaczony jest dla osób chcących szlifować swój poziom języka angielskiego, tak i w tym wydaniu nie zabraknie materiałów poświęconych zjawiskom leksykalnym i gramatycznym. Dla sprawdzenia nowo nabytej wiedzy, redaktorzy magazynu sporządzili również testy bazujące na informacjach zamieszczonych w magazynie.


Podsumowując, nowe wydanie English Matters obfituje w artykuły o przeróżnej treści, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Część artykułów poświęconych bożonarodzeniowej aurze i piękne (szczególnie zimowe) fotografie niejednego nas wprowadzą w świąteczny nastrój.


Magazyn można zakupić na stronie kiosku Colorful Media, w Empiku oraz w wybranych salonikach prasowych.

 Za możliwość zapoznania się z magazynem dziękuję wydawnictwu
Read More

sobota, 11 listopada 2017

88. Elizabeth Strout - To, co możliwe





Kilka tygodni po przeczytaniu "Mam na imię Lucy", miałam przyjemność przeczytać najnowszą książkę Elizabeth Strout - To, co możliwe. 

To, co możliwe, to zbiór opowiadań krążących wokół osób, które bohaterka Mam na imię Lucy wspomina w rozmowach ze swoją matką. Znajdziemy w nim dalsze losy mieszkańców Amgash i okolic, byłych sąsiadów Bartonów, ich kuzynowstwa, aż w końcu trafiamy na historię najbliższej rodziny Lucy, jej rodzeńtwa. 

Opowiadania poruszają różne sfery życia swoich bohaterów, sfery rodzinne, zawodowe, a nawet seksualne. Bohaterowie opowiadań, tak jak we wspomnieniach Lucy, pochodzą z różnych środowisk, nie brakuje tutaj klasy wyższej z bogatymi na czele, klasy średniej, jak i tych biednych. W opowieściach nie brakuje również pewnej dozy absurdu, przez co motywacje bohaterów nie zawsze pozostają dla nas jasne.

Mimo, że każda z opisanych historii cechuje się zróżnicowaniem, to wszystkie je łączy jedna postać, Lucy Barton. Wzmianki o Lucy najczęściej pojawiają się w postaci "kompleksu Lucy Barton", na który zdaje się "cierpieć" każdy bohater, który w przeszłości miał z nią do czynienia. Lucy i rozwój jej kariery pisarskiej często pojawiają się w opowiadaniach pod różnymi postaciami, jako obiekt zazdrości, troski lub podziwu.  


Niestety, o ile w Mam na imię Lucy zachwyciłam się prostotą i starannością w doborze słów, tutaj te elementy, do których przyzwyczaiła mnie autorka, nie mają miejsca. Dziesiątki imion, nazwisk, pseudonimów, które ciężko spamiętać, nadmiar niewiele wnoszących opisów, przy których nie mogłam zachować pełni skupienia, absurdalność niektórych wątków oraz brak transparentności, jaką poprzednia książka Elizabeth Strout się cechowała, sprawiły, że na książce się zawiodłam. 

Podsumowując, książka ta nie tylko pod względem merytorycznym, ale i pod względem formy różni się od swojej poprzedniczki. To, czego w tym zbiorze opowiadań brakowało mi najbardziej, to brak tak rzadko spotykanego minimalizmu i wdzięczności tekstu, które były głównymi zaletami poprzedniej książki autorki. Nie mniej jednak, To, co możliwe to ciekawy dodatek dla miłośników prozy Elizabeth Strout oraz dla wszystkich tych, którzy po przeczytaniu Mam na imię Lucy odczuwali niedosyt w związku z dalszymi losami wspominanych przez Lucy mieszkańców Amgash.


Moja ocena: 5.5/10 
Ilość stron: 288


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu 

Read More

niedziela, 5 listopada 2017

87. Justyna Gaworska - Pokolenie Erasmusa



W ciągu ostatnich kilku dni miałam przyjemność zaznajomić się z nową książką naszej rodzimej autorki pochodzącej z Łodzi - Justyny Gaworskiej. Ta młoda i ambitna autorka oprócz Pokolenia Erasmusa, w swoim dorobku ma również książkę American Daydream.

Tytuł książki odnosi się bezpośrednio do programu międzynarodowych wymian studenckich, którego chyba nie muszę nikomu przedstawiać, biorąc pod uwagę jego popularność. Wspomnienia z udziału  w tejże wymianie to temat przewodni Pokolenia Erasmusa.

To, na co nie sposób nie zwrócić uwagi i zarazem to, co na co w tekście pojawia się najczęściej, to wspaniałe opisy esencji "włoskości". Dowiemy się sporo na temat włoskiej architektury, zaczynając od tej najsłynniejszej aż po tą indywidualną, dotyczącą poszczególnych kamieniczek, mieszkań, pokoi. Nie brakuje tutaj również barwnych opisów włoskiej kuchni, której ja osobiście jestem miłośniczką. Kwestia specyficznej włoskiej mentalności, tak bardzo odległejod naszej polskiej, również została poruszona. Całość ta jest okraszona serią kolorowych fotografii, które tą "włoskością" emanują. Wszystkie te elementy niezmiernie mnie ucieszyły i usatysfakcjonowały, gdyż osobiście mam wielką słabość do motywu słonecznej Italii w literaturze i filmie.

Autorka porusza również typowe problemy, takie jak bariera językowa, formalności związane z uczelnią czy trudności w znalezieniu mieszkania. Są to kwestie, z którymi boryka się niemal każdy student na wymianie zagranicznej.  Na szczęście książka ta jest idealnym "poradnikiem" dla wszystkich tych, którzy zastanawiają się nad opcją wymiany w ramach programu Erasmus oraz "motywatorem" dla tych, którzy nadal się wahają. Zawarte   są w niej przydatne rady, ciekawostki i przestrogi, które autorka doświadczyła i poznała na własnej skórze. 

Mocno akcentowane jest wyrażenie "Once Erasmus, Always Erasmus", które wydaje się być mantrą wszystkich studentów uczestniczących w wymianach. Od autorki wyczuwamy istnie kosmopolitańską aurę umiłowania podróży, różnorodności i poznawania nowych ludzi. Muszę przyznać, że aura ta udziela się również czytelnikowi. Autorka pokazuje jak bardzo wzbogacający jest wpływ zagranicznych podróży oraz ogrom siły, z jaką zmieniają one nasz światopogląd, zmieniając nas w obywateli świata, nie tylko konkretnego państwa.


Podsumowując, jest to obowiązkowa lektura dla wszystkich tych, którzy mają zamiar w uczestniczyć w wymianach studenckich oraz  tych, którzy tak jak autorka uwielbiają poznawać inne kultury. Lekki styl, dzięki któremu czytanie sprawia wielką przyjemność oraz kolorowa Italia są dodatkami do wartościowej, praktycznej i ciekawej pozycji, która zwiększy nasz apetyt na świat i różnorodność jego kultur.


Gorąco zachęcam Was do udziału w akcji crowdfundingowej na portalu PolakPotrafi.pl, dzięki której książka będzie mogła zostać niezależnie wydana
 (link przekierowujący w bannerze)

 https://polakpotrafi.pl/projekt/ksiazka-pokolenie-erasmusa


Read More
Obsługiwane przez usługę Blogger.

© Welcome To The Dark Side, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena