środa, 16 sierpnia 2017

78. Anna Klara Majewska - Powrót na Majorkę


Powrót na Majorkę to kontynuacja niedawno  recenzowanej książki Rok na Majorce i zarazem druga część trylogii autorstwa Anny Klary Majewskiej. Trylogia opowiada o losach Magdaleny, atrakcyjnej Polki mającej obsesję na punkcie markowych butów, swojego wieku i Majorki, na której, skąd dowiedzieliśmy się w tomie pierwszym - spędziła rok.  


Powrót na Majorkę rozpoczynamy Wielkanocą w domu rodziców Magdalenyw Warszawie. Dowiadujemy się, że od ostatnich wydarzeń z części pierwszej upłynęły już 4 lata, a nasza główna bohaterka prowadzi stateczne życie u boku poznanego na Majorce Marka i piętnastoletniego syna Michasia. Podczas gdy rodzice Magdy są wniebowzięci przyszłym zięciem, a szczególnie jego statusem materialnym i luksusowym penthousem, w którym para zamieszkała, sama Magda jest niezadowolona z takiego obrotu wydarzeń. W życiu Magdy zaczyna się pojawiać coraz więcej problemów, które zdają się przychodzić z każdej z możliwych stron. Zaczynając od problemów egzystencjalnych takich jak tęsknota nad dawnym Majorkańskim życiem i słońcem czy lęk przed nieuchronnie zbliżającą się czterdziestką na karku, Magdalena walczy również z problemami rodzinnymi- nastoletnim buntem jej syna, romansem ojca z o wiele od niego młodszą asystentką i coraz częstszym nadużywaniem alkoholu przez jej matkę perfekcjonistkę. Jednak problemy, które zdają się Magdę dotykać najbardziej, to te sercowe. Marek, przejęty wejściem swojej firmy na giełdę nie obdarza już ją taką uwagą jak kiedyś, nie prawi komplementów, nie rozmawia, o seksie nawet nie wspominając. Wszystkie te okoliczności doprowadzają Magdę do fizycznego i psychicznego wypompowania, dlatego kobieta postanawia pojechać na kilka tygodni na Majorkę, by naładować akumulatory i odwiedzić starych przyjaciół.  

Tęsknota za czułością, uwagą płci męskiej czy pożądaniem doprowadza do chwili, w których przyszłość związku Magdy wisi na włosku, jednak Marek nie sprawia wrażenia poruszonego, co Magdę denerwuje i prowokuje jeszcze bardziej. Granice między wiernością i zdradą zaczynają się zacierać w chwili, gdy na horyzoncie pojawia się Tim, seksowny nordyk, muzykolog szalejący za Chopinem, Polską i.... Magdą. 

W drugim tomie cyklu nie dzieje się tak wiele, jak w pierwszym, jednak mimo wszystko czytając nie możemy narzekać na nudę. Mało tego, będąc już "przyzwyczajona" do głównej bohaterki (jej chwilowo irytującym sposobem bycia czy charakterem), ta część spodobała mi się jeszcze bardziej niż poprzednia. Mimo "4 z przodu", Magdalenie wcale nie brakuje energii czy namiętności, jaką pamiętamy z części pierwszej.  Jeżeli chodzi o styl autorki, tutaj niewiele się zmieniło gdyż język nadal jest równocześnie cięty i humorystyczny, a o nudzie nie ma tutaj mowy.

Jeżeli chodzi zakończenie, w przeciwieństwie do niezbyt jasnego zakończenia poprzedniego tomu - tutaj jest jak najbardziej konkretne. Może być również uznane za powszechnie satysfakcjonujące, jednak ja spodziewałam się czegoś nieco innego. Mam jednak nadzieję, że ostatnia część trylogii, którą już wkrótce zaczynam okaże się być bardziej zawiła. 

Pozwolę sobie jednak na jeden dosyć istotny aspekt, przez który moja ocena książki spadła o 1. Jest to mianowicie podejście do tematu depresji, na którą "według auto-diagnozy" cierpi bohaterka. Co mnie w tym zirytowało? Otóż wnioskując z  treści książki - znudzenie i brak seksu to dla bohaterki synonim depresji i alarm, by rozpocząć farmakoterapię antydepresyjną. Ja rozumiem, że jest to tylko i wyłącznie książka i fikcja literacka, jednak myślę, że wątek ten jest krzywdzący dla każdej osoby która cierpi, bądź cierpiała na depresję. Tutaj mamy ukazany obraz erotycznego znużenia czterdziestolatki, który w porównaniu z prawdziwą chorobą, jaką jest depresja nie ma z nią nic wspólnego i jest tylko ulotnym problemem, który - w przeciwieństwie do choroby, DA się rozwiązać w relatywnie krótkim czasie. 

Podsumowując, lekkość języka, szybkość czytania, humor i adekwatność lektury do obecnej pory roku sprawia, że jest to jedna z najciekawszych "wakacyjnych" serii, jakie miałam okazje przeczytać. Jest to książka, która mimo czterdziestoletniej bohaterki trafi do każdej kobiety, niezależnie od tego, czy jest to jej rówieśniczka, czy kobieta jest starsza lub młodsza o prawie dwadzieścia lat.  Tematy i aspekty poruszone w książce są uniwersalne i spodobają się każdemu, kto szuka lekkiej lektury na wakacje. 

Moja ocena: 7.5/10
Ilość stron:  349

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu



PS. (pozwolę sobie tutaj na lekką uwagę stronę grafików - "subtelny cień" padający z żółtej czcionki to niekoniecznie dobre rozwiązanie, gdyż przez to, przy KAŻDEJ próbie sfotografowania książki tytuł wygląda tak, jakby zdjęcie było zrobione w pośpiechu, poruszone)


Read More

wtorek, 8 sierpnia 2017

77. Anna Bichalska - Wzgórze Niezapominajek



Tak jak obiecywałam, od wczoraj jest mnie tu więcej! Na szczęście moja organizacja nauki pod względem czasu się sprawdza, więc mogę w końcu w spokoju zająć się czytaniem i blogowaniem i paroma innymi zajęciami, o których powiem co nieco w poście podsumowującym kilka ubiegłych miesięcy. Tymczasem zapraszam na recenzję książki "Wzgórze Niezapominajek" autorstwa Anny Bichalskiej. 

Według informacji zamieszczonych na portalu lubimyczytać, możemy dowiedzieć się między innymi tego, że autorka podchodzi z Podlasia i urodziła się w 1983 roku. Wzgórze Niezapominajek, to powieść obyczajowa, która jest również pierwszą książką autorki w tym gatunku, gdyż do tej pory jej twórczość skupiała się na fantastyce. 

Książka opowiada o historii dwóch kobiet, Julii i Leny. Dowiadujemy się o tym, że prawie czterdziestoletnia Julia niedawno zmarła wskutek choroby nowotworowej, a Lena to trzydziestodwulatka, której życie ostatnio wywróciło się do góry nogami. To, co te dwie kobiety łączy to przede wszystkim przyjaźń, która mimo, że gwałtownie przerwana, to była szczera i prawdziwa. Oprócz przyjaźni kolejnym punktem wspólnym są Błękitne Brzegi, niewielka miejscowość nad jeziorem, w której to obie się wychowały. 
Mimo, że Lena na co dzień mieszka w Białymstoku, po odkryciu zdrady ze strony swojego wieloletniego partnera Mariusza i fałszywym alarmie ciążowym postanawia się zdystansować, więc wraca w rodzinne strony odwiedzić swoją babcie. Będąc już na miejscu, Lena odkrywa tajemniczy przedmiot schowany w szufladzie w swoim starym pokoju. Przedmiotem tym jest niebieska szkatułka wykonana i pozostawiona w tym miejscu przez Julię, niedługo przed śmiercią. W szkatułce znajduje się list, w którym zmarła przyjaciółka wyznaje, że skrywa straszny sekret, który, jeżeli chce, Lena może odkryć przy pomocy zamieszczonych w pudełku wskazówek. Lena decyduje się odkryć prawdę, biorąc pod uwagę konsekwencje, których jednak ogromu się nie spodziewa.

Jak widać, jest to książka, w której głównym motywem jest odkrywanie tajemnic z przeszłości, posługując się wskazówkami i zagadkami pozostawionymi przez jedną z bohaterek. Cały ten proces ukazany jest w niezwykle wciągający sposób mimo, że na początku książka wcale się tak nie zapowiada. Co do odkrywania tajemnic, przyznaję, że jest to jeden z moich ulubionych tematów w literaturze, gdyż dzięki nim łatwo jest się zidentyfikować z bohaterami.

Historia ta ukazana jest z perspektywy zarówno Leny, jak i nieżyjącej już Julii. Nie brakuje w nich retrospekcji, w których każde z wydarzeń ma swoje znaczenie dla całej powieści. Perspektywa Leny ukazana jest w narracji pierwszoosobowej, natomiast w historii Julii narrator przybiera postać osoby trzeciej (choć tutaj "przyłapałam" autorkę na jednorazowym braku konsekwencji, wprawiając mnie w niemałe zamieszanie).  

Powieść napisana jest w niezwykle spokojny i ciepły sposób, co na początku nieco mnie odrzuciło, gdyż wolę książki, w których coś się dzieje, a tutaj do połowy akcji jest niemal tyle, co nic. Cieszę się jednak, że przez tą część przebrnęłam, gdyż druga połowa JEST TEGO WARTA. W połowie treści historia nabiera rozpędu, ponieważ jedna rozwiązana zagadka po chwili zastępowana jest drugą, i tak aż do końca powieści.  To, co jednak w stylu autorki nie zostało zamienione to końca, to (w moim odczuciu niestety) zbyt długie opisy i spora część poświęcona na przemyślenia, które mimo dobrych chęci by książka była jak najbardziej precyzyjna, w niektórych momentach mogłyby być zredukowane. 

Oprócz wątku odkrywania tajemnic i przyjaźni, nie brakuje tu również perypetii miłosnych, które jednak stanowią miłe tło jednocześnie nie będąc nachalnymi i zbytecznymi jak to często w powieściach obyczajowych bywa. Duży nacisk kładziony jest tu również na relacje rodzinne, które są skarbem, który warto pielęgnować.

Podsumowanie:
Mimo, że początek w moim odczuciu jest zbyt statyczny, później książka staje się fascynującą czytelniczą przygodą, w której nie brak tajemnicy, przyjaźni, miłości i przede wszystkim szacunku i ciepła, którym darzą się bohaterzy. Wzgórze Niezapominajek polecam nie tylko fankom powieści obyczajowych (sama nią nie jestem), ale i wszystkim tym, którzy mają słabość do motywu odkrywania przeszłości.


Moja ocena: 7/10
Ilość stron: 288

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu


Read More

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

76. Anna Klara Majewska - Rok na Majorce


Wybaczcie mi moje ostatnie nieobecności, jednak spowodowane są one przede wszystkim wyczerpaniem, brakiem czasu na zarówno czytanie jak i blogowanie, a to wszystko wiąże się z koniecznością nauki do poprawek we wrześniu i tworzeniem projektu zaliczeniowego z grafiki 3D. Na szczęście ostatnio udało mi się opracować plan, dzięki któremu moja nauka jest bardziej zorganizowana i mam również nadzieję, że i też bardziej efektywna, dlatego od tej pory obiecuję, że będę tu zaglądać wcześniej. Tym czasem zapraszam na recenzję książki Rok na Majorce!

Anna Klara Majewska to polska pisarka, felietonistka i projektantka. Prywatnie jest żoną, mamą i podróżniczką. Cykl majorkański autorka napisała pod wpływem inspiracji, które zaczerpnęła z własnych podróży po świecie, a w szczególności z pobytu na Majorce. Rok na Majorce to pierwsza powieść z trzech, które do tej pory się ukazały. 


Poznajcie Magdę, trzydziestokilkuletnią architektkę, która właśnie otrząsa się po dwóch nieudanych związkach. Pierwszym, małżeńskim, które zaowocowało poczęciem jej dojrzewającego już syna Michała i drugim, prawie narzeczeńskim z niemieckim hrabią, którego wadą było niezdecydowanie i niezdrowa relacja i strach przed swoją byłą żoną. Po tych emocjonalnych przejściach Magda postanawia rzucić wszystko i wyjechać na rok na Majorkę, nie mając zakwaterowania, stałej pracy czy większych pokładów zaoszczędzonych pieniędzy. Gdy już udaje jej się wynająć dom, sprowadza tam również swojego syna, który początkowo tak jak i jej rodzice - nie jest zadowolony z takiego obrotu sytuacji...
Podczas pobytu na wyspie Magda nawiązuje niezwykłe przyjaźnie. Są to przyjaźnie między innymi z Rosą, wyzwoloną mamą dorosłego już syna, Altosem - osobliwym gejem z wielką wiarą w astrologię czy z Ivanką, byłą czeską modelką, z którą postanawia otworzyć własny biznes - kawiarnię o nazwie Amapola, czyli po hiszpańsku "mak" będący głównym składnikiem ich popisowego i robiącego na wyspie furorę tortu. Nietrudno jest się również domyślić, że nasza atrakcyjna i wolna bohaterka poznaje również mężczyzn, którzy oprócz radości i uniesień, przynoszą jej również zmartwień i problemów. Gdy w końcu jednak znajduje tego, który według niej jest tym jedynym, jego enigmatyczna przeszłość staje się problemem...

Jeżeli chodzi o kreację głównej bohaterki, to przyznaję, na początku Magda niezmiernie mnie irytowała swoją wielkomiejskością i snobizmem, szczególnie w momentach, gdy wytykała niedoskonałości przewijających się przez książkę postaci. Fabuła również nie odpowiadała mi w stu procentach. Wydaje się być nie do końca konsekwentna, czego przykładem są tu choćby sytuacje, w których kobieta mieszkająca w obcym kraju i która odpowiedzialna jest nie tylko za siebie, ale i również swojego syna traci pracę, źródło dochodu i środki utrzymania i w ramach "poprawy nastroju" postanawia udać się na zakupy, kupując buty z najnowszych kolekcji ekskluzywnych projektantów, czy jadając w luksusowych restauracjach. Bohaterka również nie uczy się na swoich błędach, zachowując się dosyć naiwnie i pakując się w od początku podejrzane sytuacje. 

Czy moje początkowe podejście się zmieniło? Owszem. Z czasem zarówno do fabuły jak i Magdaleny nabrałam sporo sympatii. Dlaczego? Otóż właśnie za te "wady", które wyżej wypisałam. Dzięki temu książka jest unikalna, bo oddaje nas kobiety takimi, jakimi faktycznie jesteśmy. A jesteśmy przede wszystkim ludźmi, a ludzie niezależnie od płci, pochodzenia czy wykształcenia popełniają błędy i właśnie te błędy są znaczną częścią naszego ludzkiego życia. Każdy z nas posiada gorsze cechy charakteru, których nie brakuje również i głównej bohaterce, która jest taka jak my. W książce podoba mi się również podejście do tematu przyjaźni i ukazanie różnych jej rodzajów. Nie ma w niej miejsca na uprzedzenia czy niezdrowe zobowiązania. Są tu przede wszystkim różne typy przyjaźni, ukazujące to, jak bardzo ludzie są zróżnicowani. Najbardziej podoba mi się jednak podejście do przyjaźni między Magdą i Ivanką, to jak kobiety się wspierają, pocieszają i motywują, ich istnym "girlgang".

Jeżeli chodzi o styl autorki, jest on główną zaletą książki: inteligentny, nierzadko cięty język pełen humoru, autoironii i pozbawiony owijania w bawełnę. Dzięki temu językowi właśnie książkę czytało się przyjemnie, łatwo i szybko. Na plus jest tutaj również podział na niedługie rozdziały posiadające intrygujące tytuły. Jeżeli chodzi o zakończenie, moim zdaniem jest to chyba najsłabszy punkt, gdyż pozostawia wiele sugestii, lecz żadnego konkretu.

Podsumowując, jest to moje pierwsze spotkanie z autorką przed którym spodziewałam się raczej lekko nudnawej obyczajówki. Dostałam jednak dobre "babskie czytadło" w sam raz na wakacje. Swym językiem, humorem i rozwojem wydarzeń pozostawia przyjemne wrażenie lekkiego niedosytu i apetyt na poznanie dalszych losów bohaterki. 


Moja ocena: 7/10
Ilość stron: 335


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu
 




Read More

środa, 28 czerwca 2017

75. Kursy językowe SuperMemo.





Pamiętacie Olive Green? Był to interaktywny i kompletny kurs języka angielskiego przygotowany przez SuperMemo.com i którego recenzję opublikowałam dwa miesiące temu. Tych, co nie pamiętają zapraszam do poprzedniej recenzji >tutaj<. 

Dziś, w ramach  serii "nauka języka angielskiego" przychodzę z kolejnym produktem tej firmy, tym razem nie jest to jeden fizyczny kurs, a cała oferta multimedialnych kursów językowych, które miałam przyjemność i okazję wypróbować.


Który kurs wybrać? Oto jest pytanie! Wybór konkretnego kursu to chyba najtrudniejszy moment nauki z SuperMemo. Oto dowód, sami spójrzcie!




W przeciwieństwie to Olive Green, mamy tu do czynienia nie tylko z językiem angielskim, ale również, tak jak i widać na załączonym screenie, wybierać jest spośród czego, gdyż w ofercie jest dwanaście języków, m.in. duński, niderlandzki, szwedzki, norweski czy włoski. Gdy już zdecydujemy się na określony język, nadal pozostaje nam wybór konkretnego kursu, których również nie jest mało. 

Jako, że mnie na chwilę obecną interesował w głównej mierze język angielski oraz język norweski, opowiem nieco o nich. 

Oferta języka angielskiego jest najbardziej rozbudowana. Do wyboru jest szereg kursów typu - słówka, gramatyka czy podział na poziomy zaawansowania (1,2,3).  Nie brakuje tutaj również kursów przygotowujących do anglojęzycznych egzaminów, takich jak Cambridge'owskich  FCE, CAE, CPE, ale również i IELTS, TOEFL, YLE. Warto również zwrócić uwagę na kursy Business English, których jest aż 5. Język norweski niestety ma uboższą ofertę, gdyż dostępny jest tylko kurs "Szybki start" i "rozmówki". Jednak myślę, że dla początkujących jest to wystarczające.


Co do zawartości kursów, tutaj również króluje rozmach. W przypadku kursów przygotowujących do egzaminów mamy do czynienia nie tylko z pojęciami gramatycznymi czy stricte słownictwem, a kształcone są różne umiejętności językowe, takie jak słuchanie czy czytanie ze zrozumieniem. Spodobał mi się również wątek kulturowy, który również jest częścią kursów. 




Sam proces nauki przypomina naukę z fiszek, gdyż po każdym ćwiczeniu/informacji ukazuje nam się panel, w którym odpowiadamy zgodnie ze swoim stanem wiedzy i sumieniem :-). Nie jest to również dziwne, ponieważ jak firma zapewnia - kursy przygotowane są w oparciu o algorytm ułatwiający efektywniejsze zapamiętywanie, czyli działają podobnie jak fiszki.


 Przydatną sekcją jest również "Plan" i "Statystyki", gdzie możemy w łatwy sposób sprawdzić swoje własne tempo nauki i szacowany czas ukończenia kursów.



Dodatkową ciekawą opcją jest również opcja tworzenia własnych kursów i dzielenia się nimi. Nie muszą to być kursy językowe.


Wiele osób w tym punkcie może stwierdzić, że kursy to ciekawa alternatywa, lecz niekoniecznie dla nich, ze względu na brak czasu. Nic bardziej mylnego, aplikacja SuperMemo dostępna jest również na urządzeniach przenośnych z systemem Androidem i iOS. Dzięki temu nawet będąc "zabieganym", czy nie mając dostępu do komputera, z kursów korzystać można również na smartphonie i tablecie.


Różnorodność języków, kursów i ich tematyczny podział to coś, czego szukałam od dłuższego czasu i z czego szybko nie zrezygnuję. Myślę, że kursy te to idealne rozwiązanie  i dobra inwestycja dla wszystkich tych, którzy chcą kształcić języki obce nie tylko w suchy, podręcznikowy sposób, ale przede wszystkim w sposób, który angażuje wszystkie umiejętności niezbędne do swobodnego porozumiewania się w języku obcym. Ogromnym plusem jest również fakt, że firma idzie z duchem czasu, dzięki czemu kursy dostępne są również na urządzeniach przenośnych.


Za możliwość przetestowania i zrecenzowania kursów dziękuję

supermemo.com





Read More

74. dr David Servan-Schreiber - Samodzielne usuwanie lęku, stresu i depresji.



Na początek kilka słów ode mnie... Z góry przepraszam za ostatnie nieobecności, jednak tak, jak wspominałam w poprzednim poście, przez ostatnie 2 miesiące przechodziłam przez dosyć poważne problemy zdrowotne, a i na studiach nie było łatwo, ze względu na zaliczenia i sesję (która kończy mi się dopiero jutro...), a wszystkie te czynniki doprowadziły do braku czasu zarówno na blogowanie, jak i czytanie. 


Ale przejdźmy jednak do recenzji.  Samodzielne usuwanie lęku, stresu i depresji to książka napisana przez dr Davida Servana-Schreibera, niestety już zmarłego francuskiego specjalistę w dziedzinie neurologii i psychiatrii. Jak sam tytuł wskazuje, treść skupia się na bezinwazyjnych i "bezfarmakologicznych" terapiach mających na celu pozbycie się leku, depresji i stresu "na własną rękę". Autor książki proponuje zostosowanie kilkunastu niekonwencjonalnych metod, dzięki którym stosowaniu mamy się poczuć wolni od wszelakich trosk i kryzysowych emocji, na które naraża nas codzienne życie.

W podręczniku tym każda z metod, takich jak jest EDMR (odwrażliwienie i przeprogramowanie za pomocą ruchów gałek ocznych) czy korzystanie i generowanie potęgi życiowej Qi opisane są w skrupulatny i wyczerpujący temat sposób. Oprócz tych "abstrakcyjnych" sposobów, autor zwraca również uwagę na zbawienny wpływ sportu czy zdrowego odżywiania, z naciskiem na spożywanie kwasów tłuszczowych omega-3, która odżywiają nas mózg emocjonalny. 

Pozostając w temacie mózgu, czytając poszerzamy również swoją wiedzę z zakresu neurologii, poznając m.in. różnice między mózgiem emocjonalnym, a racjonalnym (które różnią również fizycznie!), czy poznając różne rodzaje inteligencji, przy czym obalony zostaje mit tej "jedynej właściwej". 

Jako klucz do "samouzdrawiania" podaje m.in. znaczącą rolę synchronizacji funkcjonowania serca z mózgiem emocjonalnym, czy zachowanie równowagi między mózgiem racjonalnym a emocjonalnym. 

Dr Servan-Schreiber, jako że posiadał wiele lat doświadczenia w zawodzie, mimo przedstawiania swych niekonwencjonalnych metod nie umniejsza również roli i działaniu metod tradycyjnych, jakimi są środki farmakologiczne i psychoterapia. Dzięki temu zaobserwować możemy obiektywizm w słowach i postawie autora.

W kwestii języka, w jakim książka jest napisana, nie będę kłamać, że jest on lekki, szybki i przyjemny. Nie jest. Jest jednak znośny dzięki temu, że autor łączy przykłady życia codziennego z popularno-naukowym stylem, więc by podejść do lektury nie musimy być ekspertami w dziedzinie psychiatrii czy neurologii. Książka nie jest również pełna perswazji, czy ciągłego przekonywania nas w słuszność zawartych w niej metod, natomiast posiada wydźwięk i charakter informatywny, co sobie cenię.

Jeżeli chodzi o skuteczność zawartych metod, jest to sprawa indywidualna, gdyż teorie dr Servana-Schreibera są często poddawane krytyce i wielu wątpliwościom, szczególnie biorąc pod uwagę śmierć autora, która wywołana była chorobą nowotworową, z którą jak sam autor twierdził - można wygrać siłą umysłu. 

Podsumowując, pomimo niezbyt lekkiego języka, książka jest ciekawą pozycją, która nie tylko pomoże zaserwować nam wiele sposobów na radzenie sobie z depresją czy stresem, ale która posiada również ogromną wartość edukującą, dotyczącą funkcjonowania naszego organizmu, a szczególnie ludzkiego mózgu.
Read More

wtorek, 30 maja 2017

73. A.J. Banner - Mroczna toń


Z góry przepraszam za brak zdjęcia własnego autorstwa, które zazwyczaj pojawiają się razem z recenzjami; przepraszam również za prawie miesięczną nieobecność, jednak w wyniku problemów osobistych i zdrowotnych przez jakiś czas nie mogłam zaglądać na bloga.



Mroczna toń, to thriller psychologiczny autorstwa A.J. Banner, która jest amerykańską pisarką, a w swoim dorobku oprócz Mrocznej toni ma również książkę The Good Neighbor, która o ile dobrze się orientuję, nie doczekała się jeszcze polskiego tłumaczenia. Wracając do tytułowej książki, na okładce widnieje jaskrawy napis zapewniający nas, że jest to bestseller USA Today i Publishers Weekly. Podchodząc do lektury jednak nigdy nie zwracam na takowe "pochwały" uwagi, gdyż zazwyczaj kończy się to moim rozczarowaniem. Czy tak było również i w tym przypadku? Zapraszam na recenzję!


Rozpoczynając lekturę poznajemy Kyrę Winthrop, 34 letnią biolożkę morską, która kilka tygodni wcześniej podczas wypadku przy nurkowaniu doznała poważnego urazu w postaci pęknięcia czaszki, które wywołało utratę pamięci. W ramach rekonwalescencji i pozbycia się dyskomfortu miasta wraz ze swoim mężem, Jacobem, przeprowadza się do nadmorskiej posiadłości jego rodziców w małym, wyizolowanym na wyspie miasteczku. Amnezja, na która cierpi główna bohaterka nie należy do amnezji typowych, gdyż pamięć ją opuściła nie całkowicie, a zatrzymała się w czasach, gdy Kyra była studentką. Z biegiem czasu, spotykając się z dawnymi znajomymi z wyspy, wykonując proste czynności, czy będąc zaczepiana w niepokojący sposób przez osoby napotkane na ulicach miasteczka, Kyra zaczyna doznawać dziwnych przebłysków pamięci, które ukazują strzępy jej zapomnianej przeszłości, która zaczyna być coraz bardziej odległa do tego, jak jej życie wygląda w tej chwili. W pewnym momencie Kyra również zaczyna siebie samą podejrzewać o zdradę Jacoba, gdyż w jej wspomnieniach ciągle przewija się niejaki Aiden Finlay, do którego we wspomnieniach tych czuje pociąg zarówno emocjonalny, jak i seksualny. Z czasem nasza bohaterka zaczyna odczuwać, że w jej "idealnej" rzeczywistości coraz więcej faktów i elementów jest nie takie, jakie być powinny, więc postanawia przeprowadzić własne śledztwo...

Jeżeli chodzi o nastrój, jest on genialnie skomponowany. Pozornie sielankowe opisy codziennie wykonywanych czynności, rozmów ze znajomymi czy  z mężem bohaterki tak naprawdę są wyposażone we wszechobecne poczucie niepokoju i stan wzmożonej czujności mózgu, które mimo, że nie jest jasno podane w treści, to jest wyczuwalny podczas czytania. Akcja cały czas opowiadana z punktu widzenia bohaterki, rozwija się powoli i stopniowo po to, by w pod koniec przybrać zawrotnego tempa. 

Warto również wspomnieć o stylu pisania autorki, który w tej książce jest niezwykle specyficzny. Przykładowo, Kyra opowiadając o tym, co w danej chwili robi; czy to jest zmywanie naczyń, czy wyjście do sklepu, nagle przeskakuje do momentów z przeszłości, które w danej chwili się jej przypominają. Wywołuje to niemałe zmieszanie w czytelniku, gdyż często ciężko jest ten moment "przejścia" wyczuć, gubimy się w kontekście. Myślę, że jest to zabieg celowy mający ukazać istotę amnezji i tego, jak równie zagubiona i zmieszana czuła się główna bohaterka, której pamięć o wydarzeniach z przeszłości przestała działać, a tymczasowa szwankuje. 
 
To, co  mi się nie spodobało, to przydługawe retrospekcje obecne w drugiej połowie książki, które niepotrzebnie w pewnych momentach zwalniały akcję i zajmowały sporą ilość stron, podczas gdy mogły być znacznie krótsze. Nie do końca również rozumiem sekcję "Tematy i pytania do dyskusji". Podejrzewam, że jest to propozycja do rozmów na temat książki w gronach bibliofilów, jednak jestem   pewna, że każdy, kto jakąkolwiek książkę przeczyta dobrze wie, jakie aspekty poruszyć w dyskusji, bez pomocy załączonej "ściągawki". 

Podsumowując, kobieta tracąca pamięć i odkrywająca swoją prawdziwą tożsamość i niejasną przeszłość to niezwykle ciekawy motyw, który w połączeniu z surowym nadmorskim klimatem i krajobrazem tworzy kompozycję niemal idealną. Jako thriller psychologiczny książka wypada bardzo dobrze i mogę ją zarekomendować każdemu, kto jest fanem gatunku i tajemniczego klimatu. 

Moja ocena: 8,5/10
Ilość stron: 303
Wydawnictwo: HarperCollins Polska


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję wydawnictwu



Read More

niedziela, 30 kwietnia 2017

72. Podsumowanie marca + BOOKHAUL



Witam Was w ten słoneczny, przedmajówkowy dzień i zapraszam na podsumowanie MARCA, tak, marca!

Dlaczego dopiero teraz i dlaczego nie jest to podsumowanie kwietnia?  
Otóż dlatego, że post z podsumowaniem przygotowany miałam już jakiś czas temu w draftach, jednak o nim... zapomniałam. A że post był gotowy, a nie lubię pomijać żadnego miesiąca w swoich podsumowaniach, dlatego (jeszcze) mieszcząc się w kwietniu zabieram się za miesiąc poprzedni.



Z marcowego wyniku książkowego jestem w miarę zadowolona, gdyż udało mi się w miesiącu tym przeczytać 5 książek, które biorąc pod uwagę nawał materiału i pracy na studiach, są jednak ilością jak najbardziej przyzwoitą. 




Marzec był miesiącem, który czytelniczo łączył przyjemne z pożytecznym. Przeczytałam dwie książki otrzymane od wydawnictwa [ze słownikiem], które zawierają oryginalne treści klasyków literatury z podręcznym słownikiem znajdującym się na tej samej stronie, co dane słowo. W ramach współpracy przeczytałam również "Gałęziste", którą otrzymałam od jej autora - Artura Urbanowicza i przy której niełatwo jest się nie bać. Miesiąc ten również zaliczam do udanych ze względu na Czarownicę i Zagłuszyć Krzyk, jako że w końcu udało mi się zabrać za książki z mojej biblioteczki, które na swoją kolej czekały ponad rok. Czytelniczo był to udany miesiąc, gdyż spodobała mi się każda książka, z którą miałam do czynienia. Łącznie przeczytałam 1548 strony, które dzieląc na 30 dni dają wynik 50 stron dziennie.




Pod względem nabytych książek... Był to miesiąc owocny, którego od tak dawna mi brakowało i w którym razem ze szczęściem związanym z nowymi nabytkami, czułam również wyrzuty sumienia dotyczące tego, że więcej kupuję niż czytam i nie mam już miejsca na półkach.


Zaczynając od początku, The Tempest to Szekspirowski klasyk, który zakupiłam, ponieważ w najbliższych kilku tygodniach będzie ona omawianą lekturą na moich studiach. The English natomiast, to książka autorstwa Jeremy'iego Paxmana, która została nam polecona przez dwóch wykładowców i jest ona humorystycznym obrazem społeczeństwa brytyjskiego. Harry Potter and the Philosopher's Stone otrzymałam w wyniku nawiązania współpracy z księgarnią MegaKsiążki i która okazała się być wspaniałym powrotem do dzieciństwa. Spacerując w promieniach słońca autorstwa Rachel Kelly to pozycja, którą otrzymałam od księgarni dadada i która dała mi duży zastrzyk motywacji. Był Sobie pies i Zanim się pojawiłeś to książki, które kupiłam z ciekawości, gdyż ówczesna blogosfera krążyła wtedy głównie wokół nich i których fenomenu jestem ciekawa. Gałęziste, to wspomniana wcześniej książka otrzymana od jej autora i która okazała się być świetnym debiutem. Krzyżowiec to książka, którą wygrałam w konkursie u ja-się-dystansuję i która jest dla mnie niemałą enigmą, lecz wkrótce będę się zabierać za czytanie. Epidemia, to książka otrzymana od wydawnictwa HarperCollins, i która będąc pierwszą książką autorki w moich rękach, rozczarowała mnie. A Practical Grammar of English... Co tu dużo mówić, potrzebowałam konkretnej książki do gramatyki, bez zbędnych obrazków i innych rozpraszających wstawek.


TV SHOWS, czyli serialowo!

Dzięki temu, że w marcu chorowałam przez prawie dwa tygodnie, mogłam się w całości oddać oglądaniu seriali, na które zazwyczaj nie miałam czasu, i które w okresie mojego nieustannego marudzenia, bólu i kataru były moją jedyną rozrywką do zniesienia.


W marcu skończyłam oglądać drugi sezon Przyjaciół, czwarty sezon Girls i 3 sezon Z archiwum X. Z pojedynczych odcinków obejrzałam również nieco Kości i Teorii Wielkiego Podrywu. Jeżeli chodzi o z Archiwum X, to jest to serial, którym się "delektuje" i jeden sezon potrafię męczyć nawet i rok robiąc to celowo, gdyż nie chcę "czegoś przeoczyć" i chcę docenić każdy odcinek, co jest trudne oglądając coś "masowo". Girls to lekki serial łączący dramat i komedię, opowiadający o czterech młodych kobietach i ich perypetiach zarówno w sferze przyjaźni, kariery zawodowej, jak i miłości. Przyjaciele... Co to dużo mówić, klasyk, prototyp późniejszej fali HIMYM i innych temu podobnych seriali  oraz wielka dawka dobrego humoru.




 W marcu słuchałam głównie jednego zespołu i był to Wolfsheim. Ten niemiecki zespół został załóżony w latach 80., jednak działał i tworzył do roku 2005. Grali oni szeroko rozumiany synth-pop, często zahaczając również o coldwave i swego czasu nazywano ich niemieckim Depeche Mode. Za co ja polubiłam ten zespół? Przedewszystkim za zimne, niemal gotyckie brzmienie i za  piękny głos wokalisty, Petera Heppnera, którego charakterstyczny wokal mogliście usłyszeć między innymi z piosence "I Feel You", która prawie dwie dekady temu królowała na listach przebojów. Od siebie polecam piosenki takie jak Once in a Lifetime, Find You're Gone, Find You're Here i nieco oldschoolowe The Sparrows and the Nightingales. 

how long have you been free
in this world of hate and greed
is it black or is it white
let's find another compromise
and our future´s standing still
we're dancing in the spotlight
where is the leader who leads me
i'm still waiting
 


miłośników książek i bookstagramów serdecznie zapraszam - xanotherdesirex
 
Jak widać, instagramowo był to miesiąc pełen książek, nauki i kotów, w szczególności mojego Alastora. Udało mi się również złapać motywację, by zabawić się w tworzenie czegoś kreatywnego, czego wynikiem był rysunek ust, akwarelowy malunek baletnicy i kolorowe notatki.



Był to miesiąc, w którym złapałam dosyć poważne przeziębienie, które męczyło mnie prawie dwa tygodnie, a jego skutki odczuwam do dziś. W związku z chorobą przybyło mi również wiele zaległości, zarówno tych na uczelni, jak i tutaj na blogu, za co Was przepraszam. Był to również miesiąc zwątpienia w cel i kroki do niego dążące, jednak po kilku dniach dryfowania bez zaangażowania i motywacji i z poczuciem winy z powodu nicnierobienia, samodyscyplina w końcu wygrała. Oby na dobre :-)


 ______________________________________________________________________________

To by było na tyle w kwestii podsumowania marca, który mimo ciężkich chwil okazał się być  produktywnym miesiącem. Jako, że siłą rzeczy plany na kwiecień wyglądałyby nieco komicznie dzień przed majówką, dlatego też ich tutaj nie będzie. Zapowiem jedynie następne posty, które się ukażą na blogu, a będzie to m.in. recenzja internetowych kursów językowych SuperMemo, recenzja książki Samodzielne usuwanie lęku, stresu i depresji oraz kolejny post z cyklu nauka języka angielskiego. 




Read More
Obsługiwane przez usługę Blogger.

© Welcome To The Dark Side, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena