wtorek, 14 listopada 2017

89. English Matters nr 67/2017


Wraz z nadejściem listopada, nadszedł nowy, zimowy numer English Matters!


Na samym początku przywitani zostaniemy krótkim fragmentem na temat najpopularniejszych pisarzy i ich pisarskich pseudonimów. Uprzedzam, Wasz świat może zostać wywrócony do góry nogami! Oprócz tego, dowiemy się również dla kogo stworzona została rola Holly Golightly w filmie  Breakfast at Tiffany's. Okazuje się, że jej pierwowzorem wcale nie była Audrey Hepburn, mimo że film kojarzy się właśnie z jej kreacją. 


Tradycyjnie, magazyn jest pełen ciekawych artykułów napisanych w języku angielskim. Jednym z bliższych memu sercu jest artykuł poświęcony Normanowi Daviesowi. 


Norman Davies to historyk i autor, który jest znany każdemu studentowi filologii angielskiej, a jego kultowa książka "The Isles" dla anglofilów jest swoistą biblią. W Polsce natomiast autor ten znany jest przede wszystkim ze swoich książek na temat historii Polski, która jest jego największym zainteresowaniem badawczym. Jest to jeden z nielicznych zagranicznych autorów, którzy tak skrupulatnie podchodzą do tego tematu. Jego prace naukowe z Polską w roli głównej stanowią główny temat artykułu. 



Pozostając w wątku historycznym, nie brakuje również publikacji na temat najbardziej paradoksalnych i absurdalnych wydarzeń z przeszłości. 


English Matters powoli wprowadza nas również w świąteczny nastrój, który wiąże się również z zakupowym szałem. W ramach zakupów, trafimy na ciekawy artykuł na temat Harrods, najpopularniejszego domu towarowego w Wielkiej Brytanii. 




NY Winter Wonderland to mój ulubiony artykuł w tym wydaniu. Dlaczego? Otóż dlatego, że nie ma dla mnie piękniejszej pory roku niż zima. Artykuł ten niemal jak przewodnik oprowadza nas po najciekawszych zakątkach i atrakcjach mroźnego Nowego Jorku, intensywnie działając na naszą wyobraźnię. 


Dla tych, którzy od dalekich podróży preferują ciepły koc, gorącą herbatę i przytulne mieszkanie, autor artykułu zaproponował listę świątecznych filmów, których akcja toczy się właśnie w Nowym Jorku. 





Oprócz wspomnianych przeze mnie artykułów, w 67 wydaniu English Matters znajdziemy również wiele innych, które między innymi badają fenomen fidget spinnerów czy filozofii serialu House of Cards. 





Jako, że magazyn ten przeznaczony jest dla osób chcących szlifować swój poziom języka angielskiego, tak i w tym wydaniu nie zabraknie materiałów poświęconych zjawiskom leksykalnym i gramatycznym. Dla sprawdzenia nowo nabytej wiedzy, redaktorzy magazynu sporządzili również testy bazujące na informacjach zamieszczonych w magazynie.


Podsumowując, nowe wydanie English Matters obfituje w artykuły o przeróżnej treści, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Część artykułów poświęconych bożonarodzeniowej aurze i piękne (szczególnie zimowe) fotografie niejednego nas wprowadzą w świąteczny nastrój.



Read More

sobota, 11 listopada 2017

88. Elizabeth Strout - To, co możliwe





Kilka tygodni po przeczytaniu "Mam na imię Lucy", miałam przyjemność przeczytać najnowszą książkę Elizabeth Strout - To, co możliwe. 

To, co możliwe, to zbiór opowiadań krążących wokół osób, które bohaterka Mam na imię Lucy wspomina w rozmowach ze swoją matką. Znajdziemy w nim dalsze losy mieszkańców Amgash i okolic, byłych sąsiadów Bartonów, ich kuzynowstwa, aż w końcu trafiamy na historię najbliższej rodziny Lucy, jej rodzeńtwa. 

Opowiadania poruszają różne sfery życia swoich bohaterów, sfery rodzinne, zawodowe, a nawet seksualne. Bohaterowie opowiadań, tak jak we wspomnieniach Lucy, pochodzą z różnych środowisk, nie brakuje tutaj klasy wyższej z bogatymi na czele, klasy średniej, jak i tych biednych. W opowieściach nie brakuje również pewnej dozy absurdu, przez co motywacje bohaterów nie zawsze pozostają dla nas jasne.

Mimo, że każda z opisanych historii cechuje się zróżnicowaniem, to wszystkie je łączy jedna postać, Lucy Barton. Wzmianki o Lucy najczęściej pojawiają się w postaci "kompleksu Lucy Barton", na który zdaje się "cierpieć" każdy bohater, który w przeszłości miał z nią do czynienia. Lucy i rozwój jej kariery pisarskiej często pojawiają się w opowiadaniach pod różnymi postaciami, jako obiekt zazdrości, troski lub podziwu.  


Niestety, o ile w Mam na imię Lucy zachwyciłam się prostotą i starannością w doborze słów, tutaj te elementy, do których przyzwyczaiła mnie autorka, nie mają miejsca. Dziesiątki imion, nazwisk, pseudonimów, które ciężko spamiętać, nadmiar niewiele wnoszących opisów, przy których nie mogłam zachować pełni skupienia, absurdalność niektórych wątków oraz brak transparentności, jaką poprzednia książka Elizabeth Strout się cechowała, sprawiły, że na książce się zawiodłam. 

Podsumowując, książka ta nie tylko pod względem merytorycznym, ale i pod względem formy różni się od swojej poprzedniczki. To, czego w tym zbiorze opowiadań brakowało mi najbardziej, to brak tak rzadko spotykanego minimalizmu i wdzięczności tekstu, które były głównymi zaletami poprzedniej książki autorki. Nie mniej jednak, To, co możliwe to ciekawy dodatek dla miłośników prozy Elizabeth Strout oraz dla wszystkich tych, którzy po przeczytaniu Mam na imię Lucy odczuwali niedosyt w związku z dalszymi losami wspominanych przez Lucy mieszkańców Amgash.


Moja ocena: 5.5/10 
Ilość stron: 288


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu 

Read More

niedziela, 5 listopada 2017

87. Justyna Gaworska - Pokolenie Erasmusa



W ciągu ostatnich kilku dni miałam przyjemność zaznajomić się z nową książką naszej rodzimej autorki pochodzącej z Łodzi - Justyny Gaworskiej. Ta młoda i ambitna autorka oprócz Pokolenia Erasmusa, w swoim dorobku ma również książkę American Daydream.

Tytuł książki odnosi się bezpośrednio do programu międzynarodowych wymian studenckich, którego chyba nie muszę nikomu przedstawiać, biorąc pod uwagę jego popularność. Wspomnienia z udziału  w tejże wymianie to temat przewodni Pokolenia Erasmusa.

To, na co nie sposób nie zwrócić uwagi i zarazem to, co na co w tekście pojawia się najczęściej, to wspaniałe opisy esencji "włoskości". Dowiemy się sporo na temat włoskiej architektury, zaczynając od tej najsłynniejszej aż po tą indywidualną, dotyczącą poszczególnych kamieniczek, mieszkań, pokoi. Nie brakuje tutaj również barwnych opisów włoskiej kuchni, której ja osobiście jestem miłośniczką. Kwestia specyficznej włoskiej mentalności, tak bardzo odległejod naszej polskiej, również została poruszona. Całość ta jest okraszona serią kolorowych fotografii, które tą "włoskością" emanują. Wszystkie te elementy niezmiernie mnie ucieszyły i usatysfakcjonowały, gdyż osobiście mam wielką słabość do motywu słonecznej Italii w literaturze i filmie.

Autorka porusza również typowe problemy, takie jak bariera językowa, formalności związane z uczelnią czy trudności w znalezieniu mieszkania. Są to kwestie, z którymi boryka się niemal każdy student na wymianie zagranicznej.  Na szczęście książka ta jest idealnym "poradnikiem" dla wszystkich tych, którzy zastanawiają się nad opcją wymiany w ramach programu Erasmus oraz "motywatorem" dla tych, którzy nadal się wahają. Zawarte   są w niej przydatne rady, ciekawostki i przestrogi, które autorka doświadczyła i poznała na własnej skórze. 

Mocno akcentowane jest wyrażenie "Once Erasmus, Always Erasmus", które wydaje się być mantrą wszystkich studentów uczestniczących w wymianach. Od autorki wyczuwamy istnie kosmopolitańską aurę umiłowania podróży, różnorodności i poznawania nowych ludzi. Muszę przyznać, że aura ta udziela się również czytelnikowi. Autorka pokazuje jak bardzo wzbogacający jest wpływ zagranicznych podróży oraz ogrom siły, z jaką zmieniają one nasz światopogląd, zmieniając nas w obywateli świata, nie tylko konkretnego państwa.


Podsumowując, jest to obowiązkowa lektura dla wszystkich tych, którzy mają zamiar w uczestniczyć w wymianach studenckich oraz  tych, którzy tak jak autorka uwielbiają poznawać inne kultury. Lekki styl, dzięki któremu czytanie sprawia wielką przyjemność oraz kolorowa Italia są dodatkami do wartościowej, praktycznej i ciekawej pozycji, która zwiększy nasz apetyt na świat i różnorodność jego kultur.


Gorąco zachęcam Was do udziału w akcji crowdfundingowej na portalu PolakPotrafi.pl, dzięki której książka będzie mogła zostać niezależnie wydana
 (link przekierowujący w bannerze)

 https://polakpotrafi.pl/projekt/ksiazka-pokolenie-erasmusa


Read More

środa, 18 października 2017

86. Sharon Huss Roat - #niewidzialna



Wybaczcie mi za moją prawie dwutygodniową nieobecność, jednak semestr zimowy rozpoczął się dosyć intensywnie, a ze względu na chorobę dopiero teraz mam kilka chwil (pozornie) wolnego czasu. Przychodzę dzisiaj z recenzją #niewidzialnej, autorstwa Sharon Huss Roat.

Główną bohaterką książki jest szesnastoletnia Vicky Decker. Nastolatka ta jest świeżo po znalezieniu się w nowym, stresującym położeniu spowodowanym wyjazdem jej najlepszej i zarazem jedynej przyjaciółki, Jenny. Vicky cierpi na chorobliwą nieśmiałość i fobię społeczną, przez co przetrwanie w pojedynkę w szkole pełnej innych nastolatków dla Vicky staje się katorgą. Dziewczyna jest tak pogrążona w samotności i lęku przed ludźmi, że sytuacje takie jak kichnięcie w miejscu publicznym, jedzenie lunchu w szkolnej stołówce czy spóźnienie się na lekcje znajdują się na początku jej listy najczarniejszych scenariuszy. Jedyne, co pociesza Vicky to internetowe rozmowy z Jenną, jednak i one szybko się kończą, ponieważ Jenna zaczyna się coraz bardziej oddalać, znajdując sobie nowych przyjaciół. Załamana i zazdrosna Vicky postanawia nie być dłużna i chcąc wywołać w Jennie zazdrość wysyła jej wyfotoszopowane zdjęcie siebie świetnie się bawiącej na koncercie, na którym w rzeczywistości nigdy jej nie było. Główna bohaterka z czasem uświadamia sobie, że wklejanie swojego wizerunku w życie obcych przynosi jej swego rodzaju ulgę i satysfakcję. Z czasem Vicky postanawia założyć Instagramowy profil pod nickiem Observi, gdzie rozwija i kreuje swoje swoje alter ego. Dziewczyna szybko zauważa, że nie jest jedyną samotną osobą w Internecie, a jej profil szybko zdobywa popularność i staje się mekką i odskocznią dla samotnych osób z całego świata, które jedyne czego pragną, to tego, by ich samotność została przez kogoś zauważona.


Przyznam szczerze, że temat wokół którego książka krąży swego czasu był mi bardzo bliski. Lęk przed konfrontacją w przeszłości nierzadko mi towarzyszył. Mimo, że teraz jestem osobą może nie tyle co pewną siebie, jednak w miarę radzącą sobie "z ludźmi", to uczucia które tak dokładnie opisuje główna bohaterka nie są i nigdy nie były mi obce. Wszystko to sprawiło, że podczas czytania identyfikowałam się z główną bohaterką jak tak, jak z żadną inną postacią literacką od dobrych kilku lat.  Książka ta może z pozoru wydawać się nierealna, z powodu niemal absurdalnego zachowania bohaterki t.j. ukrywanie się podczas przerw w toaletach, somatyczne objawy paniki czy irracjonalne wycofywanie się z życia w społeczności. Jednak dla wszystkich tych, którzy teraz (lub w przeszłości) nie należą/należeli do dusz towarzystwa,  sytuacje w książce zawarte będą wydawać się znajome.

Autorka w #niewidzialnej poruszyła wiele ważnych kwestii. Zaczynając od fobii społecznej, nieśmiałości i zdrowia psychicznego, poprzez przyjaźń, na którą muszą pracować obie strony, aż po samotność, która w dzisiejszych czasach często wywołana jest przez społeczeństwo, które od pewnego czasu sugeruje się internetowymi kultami piękności i zachowania. 

Myślę, że ogromnym plusem tej powieści jest również fakt, że alter ego bohaterki zostało ulokowane właśnie na Instagramie. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy coraz częściej wpadam na niepokojące artykuły na temat tej aplikacji. Okazuje się, że to właśnie Instagram został uznany za najbardziej destruktywną aplikację, niszcząca nasze zdrowie psychiczne. Mimo, że aplikacja ta początkowo miała służyć jako "internetowy album" i źródło inspiracji, z czasem stała się centrum wszelakiego "self-fashioningu", sztuczności i jednolitości, które (mylnie i) często uznawane są za wyznaczniki obecnego kultu piękna i stylu życia. Idealnie płaskie brzuchy, wydęte usta, wciągnięte policzki i wypięte tułowia? W dzisiejszych czasach to już norma, sztuczność nikogo nie szokuje. "Norma" ta produkuje i propaguje nieprawdziwe wyobrażenie ludzkiego (szczególnie kobiecego) ciała. Ci, którzy się do tego "kultu" nie wpasują, zostają wykluczeni, osamotnieni. Przez tą "normę" młode osoby z niską samooceną popadają w depresję podążając za nierealnym obrazem i ideałem. Ja sama, tak jak i większość z Was, posiadam aktywne konto na Instagramie, jednak cieszę się, że jest to dla mnie miejsce pełne inspiracji, miejsce w którym można się dzielić pasją i zainteresowaniami, nie miejsce, które ma mnie dołować. Zdaję sobie sprawę z tego, że akapit ten recenzją nie jest, jednak myślę, że jest to idealny czas i miejsce na to, by podzielić się moją opinią na ten temat.

Wracając do książki, autorka napisała bardzo dobrą powieść dla młodzieży, która zdecydowanie wyróżnia się na tle innych książek z gatunku. Jej głównym wątkiem nie jest poszukiwanie miłości (choć wątku romantycznego w niej nie brakuje), ani opowieść o szalonym życiu amerykańskich nastolatków. To powieść, która mimo swej lekkości niesie przesłanie. 

#Niewidzialna przerwała moją trwającą już prawie dwa lata złą passę związaną z literaturą młodzieżową. Wcześniej niemal każde moje podejście kończyło się rozczarowaniem, jednak w przypadku tej powieści Sharon Huss Roat nie ma to miejsca. Jest natomiast podziw i zachwyt za podjęcie ciężkiego, jednak bardzo aktualnego tematu.

Podsumowując, #niewidzialna uświadamia nas w tym, jak wielu ludzi cierpi przez swój lęk przed obcowaniem z innymi ludźmi jednocześnie pragnąc kontaktu z drugą osobą.  #Niewidzialna sprawi, że zaczniemy zwracać uwagę na osoby, które zazwyczaj są pomijane. Nauczy nas, że zwykłe "hej" na przywitanie może "zrobić komuś dzień", podczas gdy nas to nic nie kosztuje. Jest to książka, którą polecić mogę każdemu, nie tylko młodszym czytelnikom, ponieważ problem samotności dotyczy ludzi w każdym wieku i w każdym kręgu kulturowym.


Moja ocena: 8/10
Ilość stron: 336

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu


Read More

czwartek, 28 września 2017

85. Elizabeth Strout - Mam na imię Lucy



Mam na imię Lucy to niecodzienny i unikalny twór, z którym ostatnio miałam okazję się spotkać. Autorką książki jest Elizabeth Strout, znana przede wszystkim z powieści "Olive Kitteridge" za którą otrzymała między innymi Nagrodę Pulitzera. 

Książka opowiada o Lucy Barton, młodej kobiecie, matce dwójki dzieci i aspirującej pisarce. Na początku dowiadujemy się, że tytułowa Lucy znajduje się w szpitalu, w ramach rekonwalescencji po przebytej operacji. Pewnego dnia główną bohaterkę odwiedza matka, z którą przez ostatnie kilka lat Lucy nie miała kontaktu. Wraz z przybyciem matki, Lucy udaje się w mentalną podróż do jej rodzinnego miasteczka Amgash i jego mieszkańców. Okazuje się, że Amgash dla młodej Lucy stało się symbolem skrajnej biedy, w której przyszło jej dorastać oraz  główną motywacją do nauki i ucieczki na studia, by zaznać innego, godnego życia. 

Często narzekam na brak akcji w czytanych przeze mnie książkach, jednak w przypadku Mam na imię Lucy ten brak akcji i dynamiki oraz wszechobecny spokój nie przeszkadza mi, a wręcz przeciwnie, jestem nim zachwycona. 

Książka mimo swej prostoty porusza szereg głębokich i ważnych kwestii, takich jak bezwarunkowa miłość, skomplikowane relacje z najbliższymi, samotność czy łamanie stereotypu jakoby osoby wychowane w biedzie w przyszłości lądują na marginesie społecznym. 

Zarówno wspomnienia Lucy, tak jak i jej rozmowa z matką,  stanowią swego rodzaju wnikliwą analizę przeszłego i obecnego życia bohaterki. Wbrew pozorom, Lucy nie narzeka, wręcz przeciwnie, kobieta emanuje spokojem, brakiem żalu i harmonią osoby, która pogodzona jest z samą sobą. W powieści spory nacisk kładziony jest na sztukę przebaczania czy radzenia sobie z przeciwnościami losu.

Warto zwrócić uwagę na język, który według mnie jest największym atutem tego dzieła Elizabeth Strout. Język ten pozbawiony jest zbędnych stawek obfitujących w nieistotne opisy. Prostota, bezpretensjonalność i minimalizm to główne cechy książki, które sprawiają, że każde słowo autorki jest adekwatne i starannie wyselekcjonowane.

Podsumowując, nadal jestem urzeczona minimalizmem i spokojem, w które Mam na imię Lucy obfituje. Sposób, w jaki główna bohaterka opowiada o swoim życiu niejednego czytelnika skłoni do refleksji i doceniania otaczającego go świata. Myślę, że każdy z nas powinien się z tą książką zapoznać, ponieważ mimo braku dynamiki, dzięki wcześniej wspominanej czarującej prostocie nie sposób się od niej oderwać. 

Moja ocena: 8/10
Ilość stron: 224
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu

Read More

czwartek, 14 września 2017

84. Artur Urbanowicz - Grzesznik





Marek Suchocki aka Suchy jest przywódcą gangu rządzącego Suwalskim półświatkiem. Suchy ma praktycznie wszystko, czego mogą mu zazdrościć wrogowie, mianowicie ma władzę, szacunek, pieniądze, rodzinę i młodą kochankę. Z czasem jego spokój ducha zostaje zaburzony, gdy na wolność wychodzi Grzegorz Samielewicz aka Grzesznik, jego potencjalny wróg, który w przeszłości zajmował "stanowisko" Marka.  Wraz z wyjściem na wolność Samielewicza, we względnie spokojny świat Marka zaczyna wdzierać się niepokój. Szyby w jego salonie zostają wybite, choroba matki zaczyna dawać się we znaki, a sam Marek podczas starcia z dwoma wrogimi gangsterami ulega wypadkowi, w którym doznaje urazu głowy. Po wybudzeniu się z kilkudniowej śpiączki, Marek zaczyna widzieć i słyszeć przerażające i niestworzone rzeczy, które do przyjemnych zdecydowanie nie należą. Wraz z wizjami, główny bohater (a może raczej antagonista...) otrzymuje nowe zdolności, a mianowicie zaczyna widzieć zmarłych. Gdy koszmary nocne i mroczne wizje się nasilają, Marek zaczyna odczuwać, że zwariował. Szukając pomocy u Grzesznika, psychiatry, a nawet... księdza, Marek odkrywa przerażającą prawdę, z którą będzie musiał się uporać. 

Przyznam szczerze, że początkowo nie byłam przekonana do hybrydy powieści gangsterskiej i horroru, jednak będąc cały czas pod wrażeniem debiutu autora, Gałęziste, byłam niezmiernie ciekawa nowej powieści Artura Urbanowicza. 

Początkowo, podobnie jak przy debiucie autora, przez dłuższy czas nie byłam pewna co do spójności i logiki akcji, niektóre elementy wydawały się być wręcz przesadzone, jednak im dalej wgłąb lektury, tym ciężej było mi się od niej oderwać. Gdyby nie fakt, że książkę czytałam w wersji elektronicznej na tablecie, przez co ze względu na wzrok zmuszona byłam robić dłuższe przerwy od czytania, jestem pewna, że Grzesznika pochłonęłabym w jeden weekend.

W Grzeszniku, autor mistrzowsko serwuje nam potężny plot twist w najmniej oczekiwanym momencie. Gdy już wszystko zaczyna układać się w całość i dążyć do rozwiązania, zostajemy zaskoczeni zupełnie inną perspektywą, która rzuca nowe światło na wszystkie wydarzenia i aspekty , i która diametralnie zmienia podejście nie tylko bohatera, ale również i czytelnika. Dzięki temu zabiegowi zmagania Suchockiego i działania Samielewicza trzymają w napięciu do ostatniej strony.

W powieści tej mamy do czynienia z perfekcyjnie wykreowanymi bohaterami. Pierwszy w nich to Suchy, który mimo, że uważa się za inteligenta, w rzeczywistości jest ignorantem, którego wyższość opiera się na sile fizycznej i przemocy. Drugi bohater to Grzesznik, zwany również Samielem, który choć od przemocy nie stroni, to jego największym atutem jest inteligencja i sztuka manipulacji opanowana do perfekcji. 

Tytuł "Grzesznik" odnosi się nie tylko do pseudonimu jednego z bohaterów, ale również do głównego motywu książki, jakim jest idea odpowiadania za grzechy. Grzechy, zarówno te popełnione w przeszłości, jak i te konsekwentnie powtarzane później, są tutaj tematem przewodnim, dlatego lektura ta skłoni niejednego do zrobienia własnego rachunku sumienia.

Nawiązując do książki Gałęziste, która nadal tkwi w mej pamięci, mimo, że jej klimat i tematyka różni się od Grzesznika, to nadal do cech wspólnych obu książek należy przede wszystkim lokacja akcji. W Grzeszniku również mamy do czynienia z Suwalszczyzną i sztandarowymi miejscami tego regionu takimi Cmentarzysko Jaćwingów, czy dzikie i mroczne lasy. 

Jeżeli chodzi o budowanie klimatu grozy, choć niektóre elementy, tak jak wspominałam wcześniej, sprawiały wrażenie przesadzonych, to jednak podobnie jak po poprzedniej lekturze autora, po której miałam niemały awers do lasów, tak też i po przeczytaniu Grzesznika odczuwam teraz "dyskomfort" przechodząc po zmroku obok luster ;-).

W odbiorze, książka ta może zostać uznana za kontrowersyjną, ponieważ uderza w tematy tabu, takie jak dewiacje seksualne, szeroko rozumiana moralność czy sfera duchowa i religijna. 

Podsumowując, akcja w Grzeszniku nie zatrzymuje się nawet na chwilę, oprowadzając nas po miejscach pełnych mistycyzmu, grozy i sensacji. Artur Urbanowicz serwuje nam niezwykłą wielowymiarową podróż, po skończeniu której niejeden czytelnik zacznie kwestionować rzeczywistość. 

Moja ocena: 7,5/10
Ilość stron: (w wersji elektronicznej) 742
Wydawnictwo: GMORK


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję jej autorowi







Read More

piątek, 8 września 2017

83. Andrea Portes - Liberty. Jak zostałam szpiegiem.


Andrea Portes to autorka, z którą w przeszłości miałam do czynienia już dwa razy recenzując Jak najdalej stąd oraz Jesień motyli. Moje pierwsze podejście było zadowalające, drugie natomiast okazało się być średnie, brakowało mi w nim wyrazistości i bardziej rozbudowanej akcji. Jak było tym razem? Zapraszam na recenzję!

Paige Nolan to siedemnastoletnia córka politycznych aktywistów i dziennikarzy, którzy kilka lat wcześniej zaginęli w tajemniczych okolicznościach na Bliskim Wschodzie. Mimo, że wszystkie okoliczności wkazują na śmierć rodziców, Paige czuje, że nie jest to prawda i cały czas nosi ich w sercu. Największą manifestacją miłości rodziców jest sposób w jaki Paige została wychowana, czyli umiłowanie wolności i równości oraz walka o sprawiedliwość i prawa słabszych.

Pewnego niepozornego dnia Paige odwiedza restaurację Applebee's, w której nieświadomie staje się bohaterką. Dzięki swojej znajomości sztuk walki, dziewczyna (dosłownie) powala na ziemię dwóch ekstremistów, którzy do restauracji weszli z bronią, żądając darmowego posiłku. Kilka tygodni po incydencie w Applebee's, w college'u Paige przeprowadzana jest rekrutacja do LexCorp, korporacji, której Paige szczerze nienawidzi i którą obwinia za spory odsetek zła na świecie. Gdy Paige udaje się na rozmowę, szybko okazuje się, że reprezentant firmy wcale do niej nie należy, a tak naprawdę jest członkiem tajnej rządowej organizacji szpiegowskiej RAITH. Madden, przedstawiciel RAITH proponuje dziewczynie współpracę - w zamian za ujęcie Seana Reynesa,  dostanie informacje o zaginionych rodzicach. Sean Reynes jest hackerem, który wykradł tajne rządowe informacje, i który teraz ukrywa się w Rosji. Oprócz tego, Reynes jest również idolem Paige, przez co dziewczyna jest rozdarta wewnętrznie. Po dłuższym namyśle jednak tęsknota za rodzicami przeważa szalę i dziewczyna akceptuje swoją misję i zostaje agentką Liberty. Po intensywnym kilkutygodniowym szkoleniu, Paige wyrusza do Moskwy. Dziewczyna bardzo szybko się aklimatyzuje, zaprzyjaźniając się ze współlokatorką Kateriną i Urim, synem rosyjskiego gangstera. Gdy już udaje jej się zbliżyć do Reynesa, Paige zaczyna odczuwać wyrzuty sumienia, gdyż zdaje sobie sprawę z tego, że właśnie zakochała się w amerykańskim wrogu numer jeden...

Nie będę ukrywać, nie obdarzyłam głównej bohaterki szczególną sympatią, gdyż mimo ponadprzeciętnego intelektu, zachowuje się ona jak stereotypowa pusta amerykańska nastolatka (mimo że zarzeka się, że nią nie jest!). Paige jest bezpośrednia i cięta, jednak niekoniecznie w inteligentny, lecz w wulgarny sposób. Co do reszty bohaterów, jest nieco lepiej, jednak niestety nie mamy okazji poznać ich bliżej.

Styl, w jakim książka jest napisana jest lekki, dzięki czemu historię tą można przeczytać jednym tchem. Jednak na tej lekkości moje zachwyty się kończą. Co do fabuły, kończąc lekturę poczułam niemały niedosyt, biorąc pod uwagę fakt, że wątki, które przez większość książki autorka przedstawiła jako istotne, później okazują się być zapomniane i nierozwiązane. Jeżeli jest to zapowiedź sequela, to wspaniale. Mimo wszystko jednak żadna notka czy to w treści czy na okładce nie wskazuje na to, by przygody agentki Libery miały być kontynuowane w następnych powieściach. 

Mimo szczerych chęci, nie mogłam przez niektóre fragmenty przebrnąć bez zgrzytów zębami. Rozpoczynając od irytującej bohaterki, aż po pseudointeligenty styl w jakim powieść została napisana. Wszystko to sprawia, że jest to  moje najmniej udane podejście do twórczości Andrei Portes. By jednak nie skupiać się jedynie na minusach, opowiem nieco o mocnych stronach książki. Wracając do kwestii fabuły, dzięki temu, że jest ona nierealistyczna i niemal "kosmiczna",  to książka wyróżnia się na tle innych powieści młodzieżowych. W końcu nie często trafia się na książki z siedemnastoletnimi tajnymi agentkami w roli głównej. To, co sprawiło, że książkę przeczytałam z miarę przyjemnymi odczuciami to właśnie ta "świeżość" i fakt, że język (choć jak wcześniej wspominałam, wiele można mu zarzucić), jest lekki, dzięki czemu sam proces czytania przebiega bardzo szybko.

Podsumowując, nierozbudowana akcja i wrażenie "porzucenia" niektórych wątków sprawiły, że książka nie przypadła mi do gustu i moje trzecie podejście do autorki mogę uznać za nieudane. Niemniej jednak, książka ta może stanowić całkiem przyjemną odskocznię od bardziej wymagającej literatury, ponieważ "Liberty. Jak zostałam szpiegiem" cechuje się dynamicznym i lekkim stylem przepełnionym akcją. 

Moja ocena: 5/10
Ilość stron: 318

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu

Read More
Obsługiwane przez usługę Blogger.

© Welcome To The Dark Side, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena