niedziela, 18 lutego 2018

96. Aleksandra Tyl - Anielska zima



Przepraszam Was najmocniej za tak długą nieobecność, jednak niestety tegoroczna sesja dała mi nieźle w kość. Na szczęście nie dałam się jej i udało mi się ją zaliczyć przy pierwszym podejściu, dlatego wracam z zaległościami!

Aleksandra Tyl to polska autorka znana przede wszystkim z inspirowanymi naturą powieściami dla kobiet. W dorobku autorki znajdują się tytuły takie jak Magiczne lato, Karmelowa jesień, czy Anielska zima, z czego każdy tytuł poświęcony jest innej bohaterce. Jakiś czas temu miałam przyjemność przeczytać Anielską zimę, której główną bohaterką jest Kaja, którą fanki autorki będą kojarzyć z poprzednich powieści z cyklu. Zapraszam zatem na recenzję!

Kaja to kobieta, która jest sztandarowym przykładem stereotypowej "wielkomiejskiej panienki". Jest wyniosła, (czasami zbyt) pewna siebie i bezpośrednia. Na złość wszystkim wokół, zamiast rodziny, Kaja pragnie popularności i bogactwa. Jej substytutem znienawidzonych przez nią dzieci okazuje się być (typowo), mały York o imieniu Daisy. Nie ma co się oszukiwać, większość z nas nie będzie do niej pałać sympatią. W Anielskiej zimie, Kaja zostaje ofiarą matrymonialnego oszusta, jej byłego narzeczonego, który sprawia, że prosperująca wcześniej bizneswoman staje się całkowicie spłukana. Uciekając przed wstydem, znajomymi i krytyką, kobieta postanawia uciec do Polanki, małej wsi, o której słyszała od jednej ze swoich byłych przyjaciółek. Sprawa zaczyna się komplikować, gdy do Polanki wraca rozgoryczony i wściekły Paweł, właściciel domu, w którym zamieszkuje Kaja. Kobieta postanawia wykorzystać swoje kobiece walory w celu udobruchania Pawła, który zaskoczony obecnością obcej kobiety w domu, rozkazuje się jej natychmiast wynieść. 

Autorka stworzyła wielowątkową powieść, na którą oprócz perypetii Kai, składają się również losy jej koleżanek znanych z poprzednich tomów i folklor Polanki wraz z jej mieszkańcami i wydarzeniami.  

Tak jak wspominałam wcześniej, główna bohaterka Anielskiej zimy wywołuje negatywne emocje przez swoją wyniosłość i bezczelność, która od samego początku daje o sobie znać. Jest to postać, której zwykle czytelnicy nie kibicują. Aleksandra Tyl zadbała jednak o to, by ten stan nie był permanentny, serwując nam ciekawą metamorfoze głównej bohaterki, dzięki której kobieta staje się niejednoznaczną i trójwymiarową postacią pełną głębi. Oprócz Kai, autorka również mistrzowsko wykreowała resztę postaci, szczególnie komicznych mieszkańców Polanki. 

To, co nie do końca przypadło mi do gustu to dialogi, na które tak często zwracam uwagę. Niektóre dialogi i myśli bohaterów sprawiają wrażenie sztucznych, niekiedy na siłę wyolbrzymionych, przez co tracą na swej naturalności, którą tak bardzo sobie cenię w wypowiedziach bohaterów fikcyjnych. 

Pozostaje jeszcze kwestia wielowątkowości, która cechuję tą powieść. Jak wspominałam wcześniej, orpócz głownego wątku jakim jest życie Kai, poznajemy również perypetie jej koleżanek czy mieszkańców wsi, w której Kaja się zatrzymała. Dla kogoś, kto nie miał wcześniej styczności z tą serią Aleksandry Tyl (jak ja), na poczatku częste smiany perspektywy i osób moga wpędzić w niemałe zakłopotanie, jednak z czasem wszystko staje się jasne i logiczne, a te częste zmiany stają się ciekawą odskocznią od wątku głownego.

Podsumowując, wyraziści bohaterowie i bogata różnorodność miejsc, charakterów i wydarzeń sprawiają, że powieść wywiera bardzo pozytywne wrażenie. Kolejnym plusem jest również fakt, że akcja książki toczy się zimą, w święta Bożego Narodzenia i Nowego Roku, do których mam ogromną słabość. Mimo drobnych niedociągnięć, początkowego wrażenia chaosu i niezbyt naturalnych dialogów, Aleksandra Tyl stworzyła ciekawą powieść dla kobiet, która emanuje różnego rodzaju emocjami, klimatem i ciepłem, którego tak często nam brakuje. Mimo, że fanką tego typu powieści nie jestem, to książkę mogę polecić nie tylko fanom autorki, ale i każdej kobiecie, która zaczytuje się w powieściach obyczajowych, i która nie pogardzi poczuciem humoru, w który pozycja ta obfituje. 


Ocena: 6,5/10
Ilość stron: 446
Wydawnictwo: Prozami

 
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję grupie wydawniczej


Read More

piątek, 26 stycznia 2018

95. English Matters 68/2018



Wraz z nadejściem nowego roku nadszedł czas na nowe wydanie English Matters!




Na jednej z pierwszych stron zawarty jest krótki, aczkolwiek ciekawy fragment dotyczący fantastycznych stworzeń mitologii irlandzkiej oraz typowo brytyjskiego humoru. 


Pierwsze wydanie English Matters w 2018 roku obfituje w serię poruszających tematów takich jak zaburzenia odżywiania czy śmierć w przemyśle muzycznym.

Pierwszy z artykułów porusza kwestię coraz częściej spotykanych u młodych ludzi zaburzeń odżywiania, które bezpośrednio połączone są ze złym stanem psychicznym osoby cierpiącej. Artykuł przybliża nam problem i opisuje znaki ostrzegawcze, które pomogą  nam zaobserwować ewentualne zmiany wśród naszych bliskich.



Death in the Music Industry to wnikliwy artykuł poruszający kwestię przedwczesnej śmierci w szeroko rozumianym przemyśle muzycznym. W lekturze wspomniani zostają legendarni muzycy, tacy jak Jimmy Hendrix, czy tragicznie zmarły basista Metalliki, Cliff Burton. Poruszona zostaje również kwestia tak często spotykanej śmierci samobójczej, która przez ostatnie lata (jak w przykładzie Chrisa Cornella czy Chestera Benningtona) zbiera potężne żniwo.



W nowym numerze nie zabraknie również artykułów o lżejszej tematyce, takiej jak historia kariery Mel B, czy tekst badający fenomen Starbucksa, który trafi do każdego fana tejże sieci kawiarni. 


English Matters nie zapomina również o tych, którzy czytają podróże. W najnowszym numerze trafimy na artykuł o londyńskiej Tower i recenzje najlepszych zimowych resortów w Europie.


Co do kwestii nauki języka angielskiego, oprócz standardowej nauki słówek zawartych w artykułach,  68 wydanie nauczy nas słownictwa z związanego z podróżowaniem samochodem i użycia czasowników modalnych w odniesieniu do przeszłości. 


Magazyn można zakupić na stronie kiosku Colorful Media, w Empiku oraz w wybranych salonikach prasowych.


 
 
 Za możliwość zapoznania się z magazynem dziękuję wydawnictwu

 
Read More

poniedziałek, 18 grudnia 2017

94. Daniel Silva - Dom szpiegów


Ostatnio miałam przyjemność przeczytać "Dom szpiegów" autorstwa jednego z najpopularniejszych teraźniejszych twórców powieści szpiegowskich, Daniela Silvy. Autor ten rozpoznawalny jest ze swojej serii o Gabrielu Allonie, która liczy sobie już siedemnaście tomów. Jest to moje drugie podejście do twórczości autora, pierwszym (udanym) była część zatytułowana "Uciekinier", w której główny bohater zmierzyć się musiał z wpływowym szefem rosyjskiej mafii. 


Dom szpiegów, tak jak i pozostałe książki z serii opowiadają o przygodach i zmaganiach Gabriela Allona, pracownika izraelskiego wywiadu, który na początku tego tomu jest świeżo po awansie przejmując stanowisko szefa. Poza pracą, Gabriel ma piękną żonę Chiarę, dwójkę dzieci, a w wolnych chwilach zajmuje się konserwacją dzieł sztuki. Względny spokój Gabriela zostaje szybko zaburzony w momencie, gdy londyński West End zostaje zaatakowany przez islamskich terrorystów. Okazuje się, że za śmierć setek ludzi odpowiedzialny jest Saladyn, dawny i nieuchwytny wróg Gabriela, który właśnie zaczął współpracować z ISIS. Gabriel, wraz z pomocą swoich kontaktów z brytyjskiego, francuskiego i amerykańskiego wywiadu, zobowiązuje się do rozpracowania islamistycznej siatki, a w ramach prywatnej wendetty, zobowiązuje się do unicestwienia jej lidera Saladyna.  

Myślę, że autor jak mało kto potrafi tak adekwatnie dostosować swoją fikcję do problemów i kwestii, które rządzą dzisiejszym światem. Terroryzm, zorganizowane grupy przestępcze i ich powiązania z europejskim światem biznesu, przemytu narkotyków i korupcji to tylko część aspektów współczesnego świata, które autor zgrabnie umieścił w swojej najnowszej książce.

Tak jak i w przypadku pozytywnie wspominanego przeze mnie Uciekiniera, tak też i w tym tomie postacie są bardzo wyraziste i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Wymowne spojrzenia, powściągliwe gesty, inteligentne dialogi i wnikliwe obserwacje cechują bohaterów książek Daniela Silvy. Sam Gabriel jest niewątpliwie najsilniejszą z wszystkich postaci w serii, jako jeden z nielicznych mimo wielu metamorfoz, zmian otoczenia i chwilowych porażek, nadal pozostaje nieugięty w swym postępowaniu i charakterze.

To, za co autora szczególnie sobie cenię to fakt, że podczas czytania, jest mi niesamowicie łatwo "wprowadzić się" w setting i styl , które porywają nas dynamiczną akcją już od samego początku. Dom szpiegów to nie tylko opowieść o terroryzmie i szpiegach, to przede wszystkim wartka akcja, która w ciąga i w którą książka ta obfituje. 

Jedyny aspekt książek Silvy, tak jak i wielu innych powieści szpiegowskich, który nie do końca przypada do mojego gustu, to brak swego rodzaju realizmu, który odczuwalny jest szczególnie w sytuacjach "operacyjnych", w których opisywane wydarzenia są tak niesamowite, że sprawiają wrażenie mocno przesadzonych i nieprawdopodobnych. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że jest to nieodłączny element powieści z wywiadem w tle, dlatego przymykam na to oko, czerpiąc przyjemność z ciekawej lektury. 

Podsumowując, Dom szpiegów utwierdził mnie w przekonaniu, że o ile wielką fanką powieści szpiegowskich nie jestem, o tyle zawsze z chęcią sięgnę po książki wyjęte spod pióra Daniela Silvy. Książkę tą mogę polecić wszystkim tym, którzy łakną dynamiki, akcji i tajnych operacji, w które Dom szpiegów obfituje. 

Moja ocena: 7.5/10
Ilość stron: 478

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu

Read More

sobota, 9 grudnia 2017

93. Artur K. Dormann - Co zdarzyło się w Lake Falls


Zgodnie z zapowiedzią dziś przychodzę do Was z recenzją książki Artura K. Dormanna - Co zdarzyło się w Lake Falls. Przyznaję, że do całkiem niedawna nie miałam pojęcia o tym autorze, ani o serii z "Lake Falls", która zaintrygowała mnie w momencie, w którym się o niej dowiedziałam.


Tytułowe Lake Falls to malownicze amerykańskie miasteczko, do którego trafia (a może raczej ucieka?) główna bohaterka - Victoria wraz ze swoją córeczką Kat. Vic, mimo młodego wieku, sporo już przeszła. Po wyjściu za maż i urodzeniu dziecka doświadczyła odrzucenia ze strony własnej rodziny, a ze strony byłego męża przemocy, upokorzenia i zdrady. Po wyczerpującej sprawie rozwodowej, kobieta wraz z małą Kat postanawia uciec wystarczająco daleko, by demony przeszłości opuściły jej życie raz na zawsze. Niestety, w momencie, gdy matka z córką aklimatyzują się w nowym miejscu, ich azyl szybko dobiega końca, gdyż okazuje się, że miasteczko zostało wykupione na rzecz budowy elektrowni, skazując mieszkańców na przymusowe wysiedlenia. Mało tego, pewnego felernego dnia Kat słabnie i trafia do szpitala, gdzie czekają tragiczne wieści. Victoria dowiaduje się, że jej córka ma nieoperacyjnego raka mózgu i pozostało jej niewiele miesięcy życia. Załamana kobieta izoluje się od wszystkich, zaszywając się w domu. Jednej nocy zostaje wyrwana ze swego letargu przez pukanie do drzwi. Gdy kobieta je otwiera, tajemniczy mężczyzna ujawnia swą tożsamość i proponuje jej układ - cudowne lekarstwo dla nieuleczalnie chorej Kat w zamian za pomoc w uwolnieniu jego braci. Victoria, świadoma tego jak niewiele ma do stracenia, akceptuje niebezpieczną propozycję.

Przyznam szczerze, że szczegółowy opis miasteczka do złudzenia przypominał mi Bright Falls, miasteczko z gry Alan Wake, o której kiedyś pisałam. Wzbudziło to we mnie pozytywne odczucia, sprawiając, że miejsce tak odległe naszemu polskiemu folklorowi, stało się mi bliskie.

Plusem jest również fakt, że Co zdarzyło się w Lake Falls, to jedna z niewielu powieści z super naturalnymi istotami, które nie opierają się wyłącznie na romansie i kobietach lgnących w ramiona mrocznych krwiopijców.

Jednak to, co sprawiło, że książka nie spełniła wszystkich moich oczekiwań to język, a raczej sposób, w jaki autor się nim posługuje. Owszem, jest on pełen różnorakich form gramatycznych i bogatego słownictwa urozmaicającego treść. Jednak formy te, szczególnie w postaci bardzo długich zdań i miejscami niecodziennej składni sprawiają, że czytelnik męczy się próbując je rozszyfrować. 

Myślę, że najmocniejszą stroną książki jest jej fabuła, o któej wspominałam wcześniej. Co prawda, posiada ona nieco schematów, jednak autor mimo wszystko sprawił, że jest w niej coś nowego, świeżego, oryginalnego. Niestety, o ile fabuła ogółem zapowiada się bardzo dobrze, o tyle przy bliższym spojrzeniu, miejscami okazuje się być niespójna i niedopracowana. Niektóre wątki jawnie ignorują pierwszą zasadę kreatywnego pisania "Show, don't tell!", przez co czytelnik w pewnych momentach odczuwa niedosyt. Podobnie jest w przypadku bohaterów, którzy mimo, że są wyraziści, to w ich myśleniu, zachowaniu i osobowości pojawia się mnóstwo sprzeczności, które wzajemnie się wykluczają i które nie są do końca logiczne. 

Nie do końca również zrozumiała jest dla mnie klasyfikacja książki zaliczająca ją do powieści młodzieżowych. W Co zdarzyło się w Lake Falls jest wiele aspektów, które moim zdaniem wykluczają książkę z kanonów literatury młodzieżowej. Pomijając bohaterkę, której daleko do wieku nastoletniego, nie brakuje tutaj również poważnych wątków dramatycznych, zmagań z chorobą bliskiej osoby, upokorzenia ze strony partnera czy manipulacja, które sprawiają, że książka z pewnością trafi przede wszystkim dla osób dorosłych, nie tylko dla młodzieży, dla której książka ta z założenia jest kierowana. 

Na koniec dodam, że warto również zwrócić uwagę na nową okładkę książki, za którą należą się wyrazy uznania dla grafika. Dla porównania, odsyłam do okładki startego wydania (LINK)

Podsumowując, książka ta do teraz wzbudza we mnie ambiwalentne odczucia, przez które nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić i wyrazić opinii na jej temat. Co zdarzyło się w Lake Falls posiada wiele aspektów, które mi się spodobały, takie jak niecodzienna fabuła i ciekawy setting, jednak posiada również elementy, które nie do końca przypadły mi do gustu. Mimo wszystko jednak jej zalety i moja ciekawość wygrywają, dlatego jestem pozytywnie nastawiona w stosunku do jej niedawno wydanej kontynuacji, po którą z pewnością sięgnę.

Moja ocena: 6/10
Ilość stron: 397
Wydawnictwo: Lemoniada.pl



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję grupie wydawniczej

Read More

poniedziałek, 4 grudnia 2017

92. Barbara Rybałtowska - Przypadek sprawił



Jakiś czas temu udało mi się przeczytać książkę "Przypadek sprawił", którą napisała nasza rodzima autorka, Barbara Rybałtowska. Dlaczego udało? Otóż dlatego, ponieważ książka ta czekała na swoją kolej prawie trzy lata, kurząc się na moim regale. Dlaczego tak długo zwlekałam? Do książki zniechęciły mnie przede wszystkim recenzje, które w przeważającej liczbie oceniały książkę jako mocno średnią. Czy po przeczytaniu zajęłam podobne stanowisko? Po odpowiedź zapraszam do mojej recenzji!

Na początku poznajemy Ewę, która zawodowo jest architektem, a prywatnie szczęśliwą żoną, matką i babcią. Jej beztroskie życie toczące się w małej mazurskiej miejscowości zostaje zaburzone w momencie, gdy umiera jedna z jej przyjaciółek. Pogrzeb przywraca bolesne wspomnienia na temat śmierci starszej siostry Ewy. Od tej pory Ewa wyrusza w podróż w przeszłość, podążając tropem wspomnień i pamiętnika tragicznie zmarłej siostry, Joanny, która zginęła w tajemniczych okolicznościach w kwiecie swego wieku i kariery. 

Autorka przedstawia nam barwne kulisy powojennego środowiska artystycznego, do którego należała Joanna będąc jedną z najpopularniejszych ówczesnych piosenkarek. Dostajemy się do wewnątrz polskiego świata rozrywki, wnikliwie analizując poszczególne wydarzenia z krótkiego życia Joanny.

Jedną z najmocniejszych stron powieści jest język, którym autorka posługuje się bardzo sprawnie, tworząc obrazowe, plastyczne i konkretne opisy, dzięki którym poszczególne miejsca i sytuacje nie są nam odległe. Minusem natomiast są dialogi, które czasami sprawiają wrażenie przekombinowanych, nienaturalnych.  

Jednak to, co w tej książce okazało się dla mnie największą zmorą to narracja, która nieraz wprowadziła mnie w niemałą dezorientację. Opowieść często zmienia narratora, przez co w pewnych momentach ciężko jest się połapać co, kto i o czym mówi. 

Tak jak wspominałam wcześniej, autorka prowadzi nas przez wnikliwą analizę życia Joanny. W praktyce jednak ta wnikliwa analiza jest niczym innym, jak przedstawieniem tych samych sytuacji z punktu widzenia różnych osób. Przez ten zabieg, czytelnik w pewnym momencie ma pełne prawo do odczucia zmęczenia i znużenia spowodowanego maglowaniem tego samego materiału.

Podsumowując, motyw podróży, poszukiwania prawdy i tajemniczej śmierci posiadał spory potencjał, który w przypadku tej powieści nie został wykorzystany. Myślę, że gdyby nie fakt ciągłego powtarzania tych samych wydarzeń i nieco rozczarowującego rozwiązania zagadki, byłaby to ciekawa powieść z wątkiem kryminalnym w tle. Niestety, przez to że potencjał fabuły został zaniedbany, mamy do czynienia ze średnią obyczajówką, która przez większość stron nudzi. 


Moja ocena: 5/10
Ilość stron: 240
Wydawnictwo: Axis Mundi
Read More

piątek, 24 listopada 2017

91. Orna Donath - Żałując macierzyństwa


Dwa tygodnie temu w moje ręce trafiła książka należąca do gatunku, po który zazwyczaj nie sięgam. Otóż Żałując macierzyństwa to książka, która w rzeczywistości jest zbiorem artykułów autorstwa izraelskiej socjolożki Orny Donath, która poświęciła osiem lat badaniom zjawiska żalu związanego z decyzjami kobiet, które zostały matkami. 

Artykuły te podzielone są na sześć rozdziałów, z czego każdy porusza inną kwestię związaną z tematem. Artykuły przeplatane są autentycznymi wypowiedziami dwudziestu trzech kobiet biorących udział w badaniu. Kobiety, które zdecydowały się na rozmowę z autorką, pochodzą z różnych środowisk, są w różnym wieku, niektóre z nich są już nawet babciami. Dzięki temu zróżnicowaniu, zjawisko to mogło zostać zbadane z szerokiej perspektywy, w bardzo wnikliwy sposób. 

Książka ta porusza bardzo kontrowersyjny temat, który w niektórych społeczeństwach uznawany jest również za temat tabu, przez co wzbudziła ona wiele głosów na całym świecie. Właśnie społeczeństwu, jego konstruktom i stereotypom autorka poświęciła przeważają część swojej książki. Dzięki temu, że kładziony tu jest szczególny nacisk na kulturowe i społeczne "mądrości" i "dogmaty", lektura ta na wielu z nas będzie miała uświadamiający, otwierający wpływ.

Na początku autorka ustala przyczyny, które sprawiły, że bohaterki jej artykułów (tak jak i inne kobiety żałujące) zdecydowały się na zajście w ciąże. Z wypowiedzi badanych kobiet, jasno wynika fakt, że większość z nich zostały mamami przez presję i nacisk pronatalistycznego społeczeństwa, rzucającego na prawo i lewo hasła głoszące, że kobieta bez dziecka nie zasługuje na miano "kobiety kompletnej", "dziecko to prawdziwe pragnienie każdej kobiety" czy "poczekaj aż będziesz miała swoje, zmienisz zdanie". Brzmi znajomo, nieprawdaż? Właśnie te obietnice "pełni" i "szczęścia" zakorzenione w społecznej mentalności doprowadziły (i nadal doprowadzają) wiele kobiet do cierpień i szeroko rozumianego żalu, który jest kolejnym z głównych tematów obecnych w tejże pracy. Część książki poświęcona jest wnikliwemu studium nad istotą żalu, żalu jako zjawiska pojawiającego się w odniesieniu do przeszłości, której się nie da zmienić. Kobiety biorące udział w badaniu  otwarcie mówią o tym, że gdyby mogły cofnąć się w czasie i zmienić swoją decyzję, zrezygnowały by z macierzyństwa. Równocześnie te same kobiety zwracały również uwagę na to, z jak wielkim społecznym stygmatyzmem i alienacją muszą się liczyć wszystkie te osoby, które tego żalu nie ukrywają. Orna Donath w dalszej części swojej książki kładzie również nacisk na różnicę faktem pojawiającego się żalu, a bezinteresowną miłością, które kobiety, które żałują, darzą swoje własne dzieci.

Podsumowując, książka sama w sobie zawiera bogatą treść popartą licznymi badaniami, przypisami i dającymi do myślenia cytatami (w szczególności tymi autorstwa jednej z największych przedstawicielek feminizmu ubiegłego wieku - Luce Irigaray). Jedyne, czego mi w tej pozycji brakuje, to brak szerszego ujęcia sytuacji kobiet w bardziej ogólnikowym podejściu, nie tylko z punktu widzenia (nie)zostania mamą. 

Żałując macierzyństwa, porusza kontrowersyjne kwestie, które zazwyczaj zostają przemilczane, ponieważ konformistyczna natura ludzka nie chce o nich słyszeć. Zarówno artykuły, jak i wypowiedzi, którymi są one przeplatane, budzą ambiwalentne uczucia, burząc wcześniejsze światopoglądy, uświadamiając nas w tym, jak bardzo jesteśmy ograniczeni przez społeczne konstrukty i stereotypy, przez które czujemy się tak jak gdybyśmy dostali "publiczne przyzwolenie" na ocenianie i krytykowanie osób, która poza te stereotypy i dogmaty wychodzą. Jest to książka, po którą powinna sięgnąć każda kobieta, niezależnie od tego czy jest przyszłą, obecną lub "niczyją mamą",  ponieważ lektura ta składnia do refleksji nie tylko na temat macierzyństwa, ale przede wszystkim na temat pozycji i roli kobiet we współczesnym społeczeństwie.  


Moja ocena: 8.5/10
Ilość stron: 312


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu 


Read More

środa, 22 listopada 2017

90. Sheena Kamal - Nieobecna


Rok 2017 okazuje się być dla mnie rokiem, w którym w przeważającej większości czytam thrillery psychologiczne. Przyznaję bez bicia, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków. Do gatunku tego  klasyfikowana jest Nieobecna, czyli literacki debiut kanadyjskiej autorki Sheeny Kamal. 

Nora to kobieta po przejściach. Oprócz tragicznego dzieciństwa pełnego przeprowadzek i zmian rodzin zastępczych, samobójstwa ojca, konfliktu z biologiczną siostrą czy alkoholizmu, piętnaście lat temu doświadczyła koszmaru, który prześladuje ją przez całe życie. Otóż Nora, która będąc młodą kobietą zarabiała na życie będąc bluesową śpiewaczką, pewnej nocy zostaje odurzona, zgwałcona i porzucona w lesie, gdzie miała zginąć. Wybudziwszy się w półrocznej śpiączki, Nora uświadamia sobie, że jest w ciąży. Po porodzie Nora postanawia oddać córkę do adopcji. Skutki tej traumy odbijają się szerokim echem w życiu Nory. Kobieta wpada w alkoholizm, traci znajomych i chęć do życia w społeczeństwie. Piętnaście lat później Nora na co dzień pracuje na zlecenie dziennikarza śledczego i prawnika. Pewnej nocy otrzymuje dziwny telefon, po którym umawia się na spotkanie. Na spotkaniu pojawia się małżeństwo, któremu w przeszłości Nora powierzyła swoją córkę. Zdesperowani rodzice proszą Norę o pomoc w znalezieniu Bonnie, ich nastoletniej córki, która znikła w tajemniczych okolicznościach. Angażując się w poszukiwania, Nora szybko odkrywa, że cała sprawa jest tylko częścią większego spisku, a życie zarówno Bonnie, jak i jej samej jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie.


Książka już od pierwszych stron zapowiada się ciekawie. Popularny ostatnio model głównego bohatera jako aspołeczniaka z ciemną przeszłością i zapowiedź rychłego rozpoczęcia akcji sprawiają, że czytelnik niemal natychmiast znika w świecie fabuły. 

Przyznam, że pozytywne wrażenie, które towarzyszyło mi przez większość książki, później (niestety) zdawało się tracić swój blask. Podczas gdy fabuła początkowo wydawała się być naturalną i ciekawą, w rzeczywistości później została przekombinowana. W pewnym momencie autorka zaczęła tworzyć zbędne połączenia i relacje między poszczególnymi wątkami i osobami kosztem wątków, które były naturalnie intrygujące, a które nie zostały do końca doprowadzone. Przykładem takiego wątku był między innymi konflikt i napięcie między główną bohaterką i jej siostrą, który przez pewną część książki stanowił częste odniesienie po to, by zostać w późniejszym czasie porzuconym. Przez wspomniany wcześniej zabieg, mamy wrażenie, że niektóre wydarzenia i osoby zostały "sztucznie" do siebie podpięte, tylko po to, by bezpośrednio dotyczyć głównej bohaterki. 

Waham się również w kwestii klasyfikacji tej książki jako thrillera psychologicznego. Myślę, że ze biorąc pod uwagę fakt tak dużego nacisku kładzionego na akcję i intrygi, zamiast na zgłębianie psychiki bohaterów i budowania na ich podstawie nastroju, bardziej adekwatne byłoby nazwanie Nieobecną powieścią sensacyjną. 

Podsumowując, mimo, że niektóre wątki sprawiły wrażenie mało realnych i zbyt naciąganych, książka ta przypadła mu do gustu. Walka o przetrwanie, pościg i motyw zmierzenia się z oprawcami z przeszłości sprawiły, że jest to interesujący debiut pełen akcji. Książka, mimo, że chwilami niedoskonała się być dobrą pozycją, od której nie sposób się oderwać. 




Moja ocena: 6,5/10
Ilość stron:  351


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu


Read More
Obsługiwane przez usługę Blogger.

© Welcome To The Dark Side, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena